11. edycja Festiwalu Góry Literatury, największego literacko-społecznego wydarzenia w Polsce, odbyła się w dniach 4–12 lipca 2025 roku.
Choć niezmiennie nie dla liczb i statystyk organizujemy to przedsięwzięcie, należy przyznać, że była to edycja rekordowa pod wieloma względami. Odwiedziło nas w tym roku ponad 65 tysięcy osób. To aż o 15 tysięcy uczestników więcej niż podczas jubileuszowej i dwa dni dłuższej edycji w 2024 roku. Połowę naszej publiczności stanowili Dolnoślązacy i Dolnoślązaczki. Niezmiernie cieszy i budzi dumę fakt, że nasza propozycja i bliskie nam wartości przyciągają coraz więcej osób.
W trakcie dziewięciu festiwalowych dni zorganizowaliśmy ponad 160 wydarzeń, w tym ponad 70 dyskusji, debat i spotkań autorskich, 24 warsztaty i seminaria, 14 spotkań i warsztatów dla dzieci oraz młodzieży, dziewięć koncertów, trzy głośne lektury, dwa działania teatralne, pokaz filmowy oraz projekt artystyczny „Po deszczu”, na które złożył się szereg działań, wystaw, wernisaży, performansów. Jest to porównywalna liczba wydarzeń w stosunku do ubiegłego roku, kiedy Festiwal, jak już wspomniano, trwał o dwa dni krócej.
Gościliśmy ponad 200 osób z szeroko pojętego świata kultury. Pojawili się u nas pisarze i pisarki, poeci i poetki, aktorzy i aktorki, muzycy i muzyczki, artyści i artystki wizualni, historyczki i krytyczki sztuki, historycy i historyczki, publicyści i publicystki, dziennikarze i dziennikarki, prawnicy i prawniczki, aktywiści i aktywistki społeczne, filozofowie i filozofki, psychoterapeuci i psychoterapeutki, przedstawiciele i przedstawicielki nauk ścisłych i humanistycznych.
Spotkaliśmy się z naszą publicznością w 25 lokalizacjach na Dolnym Śląsku, przede wszystkim na ziemi kłodzkiej, w regionie wałbrzyskim i Kotlinie Dzierżoniowskiej. Gościliśmy na Zamku Sarny w Ścinawce Górnej, w Nowej Rudzie, Kłodzku, Dzierżoniowie, Ludwikowicach Kłodzkich, Wałbrzychu, Radkowie, w Dzikowcu, Jedlinie-Zdroju, Opolnicy, Gajowie, Sokołowsku, a także w Żmigrodzie.
Pula miejsc na warsztaty i seminaria w ramach pasma edukacyjnego Latający Uniwersytet Ludowy oraz pasma dla dzieci i młodzieży Małe Góry Literatury wyczerpała się niemalże od razu po ogłoszeniu przez nas programu w połowie maja. W tym roku udało nam się powiększyć oba pasma, które są immanentną częścią Festiwalu Góry Literatury i cieszą się – co obserwujemy z poczuciem satysfakcji i dumy – coraz większym zainteresowaniem naszej publiczności. Udział w LUL-u wzięło 960 osób spośród 1400 chętnych, w MGL – ponad 700 uczestników.
Na temat Festiwalu Góry Literatury 2025 wzmiankowano w mediach tradycyjnych i elektronicznych ponad 2000 razy, a ze swoimi informacjami dotarliśmy aż do 36 000 000 milionów odbiorców (stan na 31 września 2025 roku).
Program II (Dwójka) i Program III (Trójka) Polskiego Radia objęły Festiwal Góry Literatury 2025 patronatem medialnym i relacjonowały nasze wydarzenia na bieżąco. Nadaliśmy na żywo trzy audycje radiowe z udziałem gości naszego Festiwalu. Michał Nogaś poprowadził „Klub Trójki” z Nowej Rudy w przeddzień otwarcia Festiwalu, rozmawiając z Olgą Tokarczuk, Mikołajem Grynbergiem oraz Elizą Kącką. Z Zamku Sarny emitowaliśmy na żywo program „Zagadkowa Niedziela” (Trójka) z udziałem Adama Wajraka oraz Karola i Filipa, dzieci wyłonionych w trakcie warsztatów radiowych poprowadzonych w ramach Małych Gór Literatury przez Katarzynę Stoparczyk, gospodynię audycji. Katarzyna Hagmajer–Kwiatek rozmawiała w „Słuchowisku” (Dwójka), również emitowanym ze Ścinawki Górnej, z Grzegorzem Tokarczukiem, Ewą Mańkowską, Weroniką Kostyrko, Roksaną Jędrzejewską-Wróbel i Grzegorzem Kasdepkem.
Po raz pierwszy gościliśmy u siebie plenerowe studio telewizyjne, transmitując – również na żywo – ze sceny literackiej na Zamku Sarny program „Kwiatki polskie” na antenie TVP Info. Prowadzący Katarzyna Kasia i Grzegorz Markowski rozmawiali z Joanną Kuciel-Frydryszak oraz Bogdanem de Barbaro.
Wybrane spotkania i debaty były tłumaczone na żywo na polski język migowy przez Annę Morawską oraz Agatę Mizieńczuk.
Nadawaliśmy na żywo w naszych mediach społecznościowych 56 wydarzeń (spotkań i debat), dając możliwość uczestniczenia bezpłatnie online osobom, które nie mogły wziąć w nich udziału stacjonarnie. Do 31 września 2025 roku nasze transmisje online na Facebooku i YouTubie obejrzało ponad 610 000 użytkowników. Udostępniliśmy również nagrania kolejnych siedmiu wydarzeń, które nie były transmitowane na żywo, ale zostały zarejestrowane – między innymi spotkań poetyckich, które odbyły się w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Nowej Rudzie. Doświadczenie z lat ubiegłych pokazuje, że statystyki będą znacznie rosnąć, gdyż pozostawiamy udostępnione w sieci zapisy nagrań, można je oglądać i odsłuchać w dowolnym miejscu i momencie – są dostępne na kanale YouTube Fundacji Olgi Tokarczuk. Wystarczy powiedzieć, że do zakończenia festiwalu na samym YouTube nasi odbiorcy spędzili oglądając i słuchając wydarzeń festiwalowych 14 000 godzin.
Zespół Book Trucka, czyli Mobilnej Księgarni Tajnych Kompletów, który towarzyszył nam z książkami naszych gości w większości festiwalowych lokalizacji, sprzedał ich ok. 6 tysięcy egzemplarzy (czyli o 20 procent więcej w stosunku do poprzedniego roku).
Festiwal Góry Literatury powstał z inicjatywy Olgi Tokarczuk w 2015 roku. Jego głównymi celami były i pozostają aktywizowanie kulturalne oraz obywatelskie mieszkańców i mieszkanek ziemi kłodzkiej i aglomeracji wałbrzyskiej, promocja kultury oraz czytelnictwa, upowszechnianie i wzmacnianie postaw ekologicznych i równościowych oraz promocja regionu.
Temat przewodni 11. edycji brzmiał „Manipulacja, dezinformacja, hejt”. Staraliśmy się przyglądać tym zjawiskom, ich przyczynom, mechanizmom oraz skutkom z wielu, nie zawsze oczywistych, stron. Szukaliśmy odpowiedzi na pytanie, kto ma nam dzisiaj opowiadać świat i komu pozwolimy go zmieniać.
Uważamy bowiem, że jeszcze nie jest za późno, by aktywnie przeciwdziałać wspominanym fenomenom. Jeśli tego nie zrobimy, to już niedługo będą wykorzystywane na tak ogromną skalę, że nic nie powstrzyma ich przed całkowitym zniszczeniem słabnących wartości demokratycznych i humanistycznych. Świadomość i wiedza na temat mechanizmów manipulacji i zasad działania narzędzi dezinformacji ma niewielkie szanse, by zaistnieć w mediach głównego nurtu, a więc także w powszechnej świadomości. W świecie zdominowanym przez informację poszatkowaną i lekkostrawną lektura długich opracowań, niezbędnych, by zrozumieć istotę problemu, nie jest częstą praktyką. Jeśli nie chcemy, by medialne nagłówki próbujące opisać manipulację, dezinformację i będący wynikiem ich stosowania hejt brzmiały na przykład tak: „Słowa klucze do zrozumienia naszej współczesności”, „Narzędzia, które najlepiej opisują i kształtują naszą rzeczywistość”, „Pojęcia najdokładniej definiujące nasze relacje”, musimy szukać różnych sposobów radzenia sobie z tym „nowym kanonem informacyjnym”.
Inspiracją do podjęcia takiego tematu była zarówno zeszłoroczna odsłona, podczas której nas i naszych gości oraz gościnie zalała niewyobrażalna wcześniej fala mowy nienawiści, oparta na manipulacji i dezinformacji, jak i słowa wygłoszone w tym roku przez Olgę Tokarczuk w czasie ceremonii przyznania jej doktoratu honoris causa Sorbony:
„Znaleźliśmy się oto w bardzo niepewnym, może nawet niebezpiecznym okresie w historii świata. Stary porządek polityczny wydaje się rozsypywać w pył, zaś nowy, powstający na naszych oczach, nabiera niepokojących kształtów. Wracają, wydawałoby się dawno wyegzorcyzmowane, demony. W globalnej wojnie o przywództwo nad światem informacja wykorzystywana jest jako broń, za pomocą której można wprowadzić w błąd, zmanipulować, oszukać, zwieść i w końcu zabić.
W takiej rzeczywistości wszechobecnego kłamstwa musimy jednocześnie dbać jak najstaranniej o niezatracanie materialnych i rzeczywistych konturów naszego świata, zwłaszcza w sytuacji kiedy napierają na nas hordy fałszerzy, diabelsko biegłych w szokującej interpretacji faktów, zdolnych uczynić z czarnego białe i odwrotnie.
Gdzie zatem jest miejsce fikcji literackiej w wojnach z fałszem, manipulacją, dezinformacją, mistyfikacją, fake newsami, przeinaczeniami i zwykłym, ordynarnym kłamstwem?”.
W czasie tegorocznej edycji szukaliśmy odpowiedzi na to fundamentalne i tylko pozornie paradoksalne pytanie postawione przez Noblistkę. Jesteśmy bowiem przekonani, że większość zjawisk niszczących życie społeczne ma zazwyczaj początek w zwykłym, prymitywnym kłamstwie – żeby skutecznie zapobiegać jego rozprzestrzenianiu, trzeba znaleźć jego źródła.
We wszystkich wspomnianych miejscach, każdego dnia, silnie wybrzmiewały słowa o potrzebie wspólnoty, którą udało nam się stworzyć wraz z zaproszonymi gośćmi oraz – przede wszystkim – uczestnikami Festiwalu. Zarówno za kulisami, jak i w rozmowach z publicznością słyszeliśmy o unikatowym charakterze tej społeczności. I choć rozmawialiśmy na trudne, nierzadko kontrowersyjne bądź uznane za tabu tematy, przebijała z nich nadzieja. Otwartość na rozmowę często była wskazywana jako remedium na wymienione w naszym haśle przewodnim zagadnienia.
Nasze sceny były przestrzenią dialogu, otwartości i uważności na inne osoby, nie tylko ludzkie. Stworzyliśmy szczególny rodzaj komunikacji, którego na codzień nierzadko jesteśmy pozbawiani, także ze strony polityków. Ta edycja pozwoliła nam dogłębnie zrozumieć słowa Olgi Tokarczuk o tym, że tylko kultura, a w szczególności literatura, jest w stanie uchronić nas przed chaosem informacyjnym oraz celowymi mistyfikacjami.
Źródłem, a jednocześnie sercem naszego Festiwalu niezmiennie pozostaje literatura, od lat poświęcamy jej najwięcej miejsca i przyglądamy się jej sprawczości. Rozmawialiśmy o najnowszych książkach pisarzy i pisarek, poetów i poetek, reporterów i reporterek – tych popularnych, i tych mniej znanych. W tym roku wiele miejsca poświęciliśmy biografiom, prozie autobiograficznej i innym gatunkom literatury non-fiction. le z nie mniejszym zainteresowaniem przyglądaliśmy się fikcji literackiej, poszukując w niej prawdy i nadziei dla świata pogrążonego w chaosie dezinformacji. Nie zabrakło także rozmów wokół książek popularnonaukowych i historycznych. Uwagę skierowaliśmy też w stronę literatury dla dzieci i młodzieży.
W tym roku udało nam się zorganizować aż trzy „głośne lektury”, czyli czytania na żywo wybranych fragmentów utworów literackich w wykonaniu wybitnych polskich aktorów i aktorek. Fragmenty Ziemi obiecanej w roku Władysława Stanisława Reymonta przeczytali Daniel Olbrychski i Andrzej Seweryn, niezapomniani Karol Borowiecki i Maks Baum z ekranizacji powieści w reżyserii Andrzeja Wajdy, której premiera odbyła się 50 lat temu. Bardzo aktualne dziś opowiadanie Próba generalna Olgi Tokarczuk zinterpretowali Marek Kondrat, Andrzej Seweryn i Maciej Stuhr. Maja Ostaszewska przeczytała natomiast fragmenty powieści Dom dla Doma Wiktorii Ameliny, ukraińskiej pisarki, niegdyś gościni naszego festiwalu, która dwa lata temu podczas dokumentowania rosyjskich zbrodni wojennych została zabita wraz z wieloma innymi cywilami w ataku wojsk rosyjskich na Kramatorsk.
Olga Tokarczuk, wraz z kulturoznawcą prof. Leszkiem Kolankiewiczem i filozofem Tomaszem Stawiszyńskim, zabrała nas w świat gnozy. Dyskutujący pochylili się nad definicją i różnym jej postrzeganiem, szukali odpowiedzi na pytanie, czym w ogóle są gnoza i gnostycyzm – zarówno w literaturze, filozofii, jak i kulturze jako takiej. Leszek Kolankiewicz nawiązywał do badań Carla Gustawa Junga: – Jego zdaniem jest różnica między gnozą a gnostycyzmem. Najważniejsze w gnozie jest to, że jest antropologią, koncentruje się na człowieku. To człowiek jest odpowiedzialny za siebie i ocalenie siebie takim, jaki został w swoim doświadczeniu. Stając na gruncie swojego doświadczenia staramy się zgłębić sens własnego istnienia. To niesie nadzieję – nie naiwną, przyjętą jako założenie, lecz jako wynik działania – wyjaśniał badacz. – Gnostycyzm zawsze kontestuje zastaną rzeczywistość, a w gnozie interesuje mnie połączenie rozumu z intuicją. „Podróż ludzi Księgi” jest z ducha gnostyczna, „Księgi Jakubowe” opowiadają historię ostatnich, chyba, gnostyków w Europie – opowiadała noblistka i dodała: – Dla mnie gnoza jest swego rodzaju wrażliwością na świat, której rezultatem jest światopogląd. To wrażliwość na cierpienia, nieszczęścia, ból, pochodzenie zła w tym świecie. Gnoza wyjaśnia, dlaczego egzystencja ludzi i innych istot wygląda tak, a nie inaczej.
Gościliśmy amerykańskiego pisarza i dziennikarza śledczego Patricka Raddena Keefe’a. Podczas rozmowy przyglądaliśmy się kulisom powstania Głowy węża (wydawnictwo Czarne, tłumaczenie Jan Dzierzgowski). Książka, której podtytuł brzmi Przemytnicy z Chinatown i amerykański sen, to skomplikowana opowieść o nielegalnych chińskich migrantach w USA, którymi kieruje Siostra Ping i którzy wspólnymi siłami stworzyli przemytnicze imperium. W dyskusji nie zabrakło odniesień do bieżących wydarzeń. – Przejmujemy się zdjęciami ofiar wojny w Gazie, w Ukrainie, te obrazki nami wstrząsają, ale nie widzimy idącej za tym przerażeniem zmiany politycznej. Może i budzi się w nas empatia, ale nie popycha ona nas do działania. Raczej nas paraliżuje. To mnie zastanawia i przeraża – powiedział Keefe. Rozmowę poprowadził Michał Nogaś, tłumaczyła Kasia Janusik, a wydarzenie było retransmitowane na antenie radiowej Trójki. Dodatkowo na polski język migowy spotkanie tłumaczyła Anna Morawska.
Rozmawialiśmy o najnowszej książce Georgiego Gospodinowa Ogrodnik i śmierć (Wydawnictwo Literackie, tłumaczenie Magdalena Pytlak), pierwszej od czasu zdobycia przez autora Międzynarodowej Nagrody Bookera. To opowieść o odchodzeniu, ale jeszcze bardziej o bliskości i próbie jej ocalenia. Narrator towarzyszy umierającemu ojcu, zapisując codzienne chwile, wspomnienia i sezonowe rytuały ogrodu – miejsca, które staje się schronieniem i metaforą życia. Bułgarski autor z mistrzowską prostotą snuje opowieść o przemijaniu, która dotyka spraw uniwersalnych: relacji międzypokoleniowych, pamięci i czułości wobec świata. W dyskusji prowadzonej przez Michała Nogasia wzięli udział tłumacz literatury polskiej na język bułgarski, a prywatnie przyjaciel pisarza, Krum Krumov oraz Magdalena Pytlak, która przetłumaczyła wydane do tej pory w języku polskim książki Gospodinowa. – Doświadczenia Georgiego są mi na tyle bliskie, że musiałam nauczyć się, by za bardzo tych historii nie filtrować przez siebie, nie wchodzić w nie, by ich nie zawłaszczać – opowiedziała o pracy nad ostatnią powieścią. Tę rozmowę również można było odsłuchać na antenie Programu III Polskiego Radia.
Była z nami laureatka Nagrody Pulitzera, bestsellerowa autorka „New York Timesa”, publicystka „The Atlantic”, Anne Applebaum, by opowiedzieć o swojej najnowszej publikacji Koncern Autokracja. Dyktatorzy, którzy chcą rządzić światem (wydawnictwo Agora, tłumaczenie Michał Rogalski). – Książka jest o grupie krajów, które nie mają nic wspólnego ideologicznie: nacjonalistycznej Rosji, komunistycznych Chinach, socjalistycznej Wenezueli, Zimbabwe, Boliwii, a jednak zaczęły kilka lat temu współpracować – opowiadała. W książce pokazuje, jak skorumpowane firmy w jednym kraju współpracują ze skorumpowanymi firmami w innych. Wyjaśnia, że współcześnie autokracja to nie jeden dyktator, ale wyrafinowane sieci złożone z podatnych na korupcję struktur finansowych, technologii nadzoru i profesjonalnych propagandystów. Zapytana przez prowadzącego spotkanie Michała Nogasia, jakie pytanie zadałaby Donaldowi Trumpowi, gdyby zgodził się udzielić jej wywiadu, odparła: – Why do you admire Putin so much? Dlaczego tak bardzo podziwiasz Putina?
Analizowaliśmy twórczość jednej z najważniejszych ukraińskich autorek, Oksany Zabużko, szczególną uwagę poświęcając zbiorowi opowiadań Po trzecim dzwonku (wydawnictwo Agora, tłumaczenie: Dawid Mońko, Joanna Majewska-Grabowska, Renata Rusnak), który w tym roku ukazał się w Polsce. Naszą gościnią była Beata Stasińska, redaktora, wydawczyni, a także agentka literacka Oksany Zabużko w Polsce. – „Po trzecim dzwonku” to tom skomponowany w czasie wojny z myślą o czytelniku, który wie, czym jest ta wojna. Ale myślą przewodnią jest siostrzana opowieść w różnych odsłonach współczesnej Ukrainy. Oksana Zabużko podejmuje dyskusję ze Swietłaną Aleksijewicz o roli kobiet na wojnie. Uważa, że kobiety są niezbędną siłą w ukraińskiej armii – opowiadała Stasińska. Przeczytała także fragment książki. Rozmowę poprowadził Michał Nogaś.
Zorganizowaliśmy spotkanie poświęcone powieści Epepe Ferenca Karinthyego (Wydawnictwo Literackie, tłumaczenie: Krystyna Pisarska), która ukazała się w autorskiej serii Olgi Tokarczuk „Inne Konstelacje”. To powieść wyjątkowo subtelnie, a jednocześnie mocno nawiązująca do tematu przewodniego tej edycji Festiwalu. Sama noblistka pisze o tym dziele w taki sposób: „Epepe Ferenca Karinthyego, napisana w 1970 roku, to książka zwiastująca koniec pewnej epoki. W przygodach lingwisty B. dwa najpotężniejsze narzędzia człowieka – język i logiczne myślenie – kompletnie zawodzą i tracą swoją moc pod naporem nieprzewidywalnej, organicznej tkanki miasta. Porównałabym ją do Procesu Franza Kafki”. Olga Tokarczuk wzięła udział w dyskusji o Epepe wraz artystą wizualnym Nicolasem Grospierrem i literaturoznawcą Ryszardem Koziołkiem. – Dzieje się coś bardzo ciekawego z literaturą współczesną. Obserwujemy trend, który każe wydawcom zwracać ku książkom zapomnianym, pokrytym kurzem na bibliotecznych półkach – zauważyła noblistka. – Czy to kwestia rozczarowania tym, co tu i teraz, czy rodzaj nostalgicznej tęsknoty? „Epepe” to zapomniane dzieło, które odkrywa aktualne czy też prorocze sensy – ukazało się w latach 70. minionego wieku. Czyta się ją jak kryminał, mimo że w gruncie rzeczy dzieje się tam niewiele. Dla mnie jest to książka o rozczarowaniu językiem jako ideą modernistyczną, która została nam przedstawiona jako jedyny sposób rozumienia świata i granice naszego poznania. Modernizm postawił język na piedestale i powiedział nam, że nasza rzeczywistość dzieje się w języku. Autor „Epepe” podważa tę ideę i pyta, czy można żyć poza językiem. Oczywiście, da się – uważa Tokarczuk. Spotkanie na polski język migowy tłumaczyła Anna Morawska.
Scenę literacką otworzyło w tym roku spotkanie z Mikołajem Grynbergiem, poświęcone jego najnowszej książce Rok, w którym nie umarłem (wydawnictwo Agora). Autor wprowadza czytelnikadoświadczenie graniczne, a ściślej: prowadzi nas ku granicy doświadczenia. Doświadczenia, którego można nie przeżyć. Relacje między chorobą, umieraniem a śmiercią opisuje z właściwą mu precyzją – i mocą. A jednak książka-wyznanie Grynberga pozostaje przede wszystkim listem miłosnym do życia. Do życia odzyskanego, „odwalczonego” śmierci. Prowadząca rozmowę krytyczka literacka Eliza Kącka nawiązała też do tematu przewodniego Festiwalu. – Każdy z nas czuje złość. Pytanie, co z tym uczuciem zrobimy – czy się powstrzymamy i dlaczego. Ten moment decyzji jest dla mnie interesujący. Dlaczego się rusza do ataku? – pytał Grynberg. – Ten rodzaj okrucieństwa daje niezwykłe poczucie siły. Ale budowanie mostów z ludźmi, z którymi nie chce się gadać jest równie nagradzające. Ja nie ruszam do ataku, bo to burzy resztki mostów między nami. Jeśli przestaniemy ze sobą rozmawiać, to będzie koniec.
Weronika Kostyrko, dziennikarka i pisarka, opowiadała o Róży Luksemburg i pracy nad biografią tej socjalistki niepoprawnie umieszczonej w historycznej wyobraźni Polaków. – PRL nam jej postać zohydził. Do dziś Róża Luksemburg funkcjonuje jako straszak dla prawicy – jako kobieta, Żydówka, która nie chciała wolnej Polski, jak to się przyjęło. Pierwszy jej proces, który przegrała, został wytoczny za obronę polskości – opowiadała autorka książki Róża Luksemburg. Domem moim jest cały świat (Wydawnictwo Marginesy). Dodała: – Miała ideę, by iść pod prąd. Chciała być bodźcem do ruchu. Spotkanie poprowadziła literaturoznawczyni Urszula Glensk.
Ewa Mańkowska, malarka, zadebiutowała biografią Hanna i Dorota (wydawnictwo EMG), wydobywając z niepamięci historię jednych z pierwszych polskich artystek malujących zawodowo. W rozmowie z historyczką sztuki i byłą ministrą kultury Małgorzatą Omilanowską opowiadała o przyjaźni na śmierć i życie dwóch malarek: Hanny Rudzkiej-Cybisowej i Doroty Seydenman, członkiń Komitetu Paryskiego. – Pisanie tej książki nauczyło mnie odwagi – powiedziała Mańkowska, która podważa narrację o męskiej dominacji w sztuce, domagając się uznania wagi kobiet w jej współtworzeniu oraz uzupełnienia luk w prawdziwym obrazie historii polskiego malarstwa. Nie poprzestała jednak na pisaniu herstorii – niezwykle ważnym tematem tej publikacji są też dzieje krakowskich i warszawskich rodzin żydowskich – artystów i artystek, mecenasek i mecenasów sztuki, a także losy wielu dzieł sztuki, zaginionych podczas wojny i okupacji.
Magdalena Grzebałkowska, reporterka, autorka bestsellerowych biografii i reportaży historycznych, tym razem przyjrzała się kanonicznej pisarce – Marii Konopnickiej., odkrywając jej nieznane oblicze. Rozmawialiśmy o pracy nad biografią Dezorientacje (wydawnictwo Znak), w której Grzebałkowska uporządkowała fakty dotyczące życia Konopnickiej, pochyliła się też nad białymi plamami w jej życiorysie i potraktowała je bardzo twórczo – jako okazję do opowiedzenia o czasach i ludziach w nich żyjących. – Uważałam, że to jest świetny temat, ale ja nigdy nie chciałam pisać tej książki. Jestem reporterką, żywię się słowem ludzkim i to jest moje paliwo reporterskie. Tutaj nie mogłam porozmawiać z nikim, kto znał ją osobiście – wspominała autorka, relacjonując pracę z archiwaliami. Z Dezorientacji autorka Roty wyłania jako postać na wskroś współczesna, która wciąż może inspirować, zaskakiwać i szokować. Z autorką rozmawiał Waldek Mazur z Wrocławskiego Domu Literatury.
Wymienione powyżej autorki – Magdalena Grzebałkowska, Weronika Kostyrko oraz Ewa Mańkowska wzięły udział we wspólnej dyskusji „W poszukiwaniu prawdy”. Spotkanie było podróżą w głąb opowieści o emancypacji – osobistej, artystycznej i politycznej. Każda z autorek sięgnęła po figurę kobiety lub kobiet wpisanych w sztywne ramy symboli, podręczników, legend – i spróbowała te ramy zniuansować, przełamać, rozbić ich jednowymiarowość. Maria Konopnicka w Dezorientacjach Magdaleny Grzebałkowskiej wyłania się z cienia szkolnego wizerunku jako postać pełna sprzeczności, napięć i nieoczywistych decyzji. Róża Luksemburg w opowieści Weroniki Kostyrko zostaje odczytana na nowo, poza utartymi ideologicznymi etykietami – wciąż politycznie niewygodna, wymykająca się uproszczeniom. A Dorota Seydenman i Hanna Rudzka-Cybisowa w książce Ewy Mańkowskiej stają się bohaterkami opowieści o sile kobiecej przyjaźni i artystycznej pasji – opowieści, która przywraca ich obecność w historii sztuki, wydobywa je z niepamięci, a także stawia pytania o to, dlaczego przez dziesięciolecia ich dorobek pozostawał na marginesie. Dyskusję poprowadziła tłumaczka i członkini Fundacji Olgi Tokarczuk, Jana Karpienko.
Ponownie była z nami stała gościni Festiwalu, Joanna Kuciel-Frydryszak, autorka między innymi świetnie znanych Służących do wszystkiego czy Chłopek (Marginesy). Ale rozmowa nie dotyczyła jedynie książek – pisarka stała się ostatnio symbolem walki twórców i twórczyń literatury o godne traktowanie. Postanowiła ona pozwać swoje wydawnictwo i dowieść przed sądem, że zyski ze sprzedaży jej książek są dzielone pomiędzy autorkę i oficynę w sposób nieproporcjonalny. Pisarka wspominała spotkanie sprzed dwóch lat na naszym Festiwalu. – Było to dwa miesiące po premierze „Chłopek” i pierwsze tak duże spotkanie. Byłam przekonana, że niewiele osób przyjdzie, a czytelnicy nie mieścili się w sali. To był szok – opowiadała. W trakcie spotkania prowadzonego przez Irka Grina odbyła się także premiera podwójnego „Notatnika Literackiego”, który otwiera wywiad naczelnego z Joanną Kuciel-Frydryszak właśnie. Nr 7/8 został poświęcony przemocy i koreluje z tematem wiodącym Festiwalu, a autorzy przyglądają się temu tematowi przemocy w wielu odsłonach, od relacji wydawniczych i języka debaty publicznej po literackie przedstawienia traumy i gniewu.
Autorka Chłopek. Opowieści o naszych babkach spotkała się czytelnikami ponownie, by porozmawiać o książce i ponownie sala wypełniła się po brzegi. Spotkanie poprowadziła Małgorzata Kolankowska, kierowniczka Akademickiego Centrum Badań Ex-Centrum Olgi Tokarczuk.
Joanna Kuciel-Frydryszak, obok Adama Michnika, wzięła także udział w spotkaniu poświęconemu Antoniemu Słonimskiemu, którego rok właśnie obchodzimy w Polsce. Naczelny „Wyborczej” był osobistym sekretarzem poety, natomiast przy okazji obchodów 130. rocznicy urodzin poety, felietonisty, Skamandryty ukazało się wznowienie biografii Słonimski. Heretyk na ambonie pióra Kuciel-Frydryszak. – Fascynacja Antonim Słonimskim, poczucie duchowego pokrewieństwa ze światem, który reprezentował, ma związek z moim domem rodzinnym. Lubię sobie wyobrażać, że mój pradziadek, przedwojenny nauczyciel z Sokala, czytywał felietony Słonimskiego – opowiadała autorka. Adam Michnik dziękował jej za napisaną biografię. – To jest dług spłacony Słonimskiemu przez polską inteligencję. On wychował wiele pokoleń, ale jednocześnie w jego kontrowersyjnej biografii splotły się wszystkie dramaty i kompleksy jego pokolenia, a także wielkość laickiej inteligencji, która musiała dokonywać wyborów w sytuacjach bez wyboru – powiedział. Rozmowę poprowadził Irek Grin.
Sylwia Chutnik i Justyna Bilik opowiadały o bohaterkach wspólnie napisanej książki Kłirówy. Te, które złamały zasady (Wydawnictwo: OsnoVa). – Ważne jest dla nas, jako osób kłirowych, by odzyskiwać głosy, które w historii nie miały okazji wybrzmieć, bo to jest część odpowiedzi na pytanie, kim jesteśmy – opowiadała Bilik. Kłirówy to zaangażowana opowieść na styku eseju i mikrobiografii. Autorki przybliżają w niej sylwetki kobiet – wojowniczek na rzecz Inności. Virginię Woolf, Susan Sontag, Adrienne Rich, Marię Komornicką, Chantal Akerman czy Tove Jansson łączy w tej opowieści fakt, że pierwsze próbowały nagiąć ramy systemu i heteronormy. – Osoby, które opisałyśmy, mają różne tożsamości, nie tylko kobiece. Chciałyśmy wydać ją w mainstreamowym wydawnictwie, bo miałyśmy poczucie, że rozmowa o mniejszościach powinna się odbywać na forum, na dużej scenie – jak tutaj. Nie należy o tym temacie milczeć bądź mówić tylko w gronie zainteresowanych, a raczej sprawić, by te wątki były elementem oficjalnego dyskursu – apelowała Chutnik. Spotkanie poprowadziła literaturoznawczyni Aleksandra Majak.
Gościliśmy Jolantę Kwaśniewską, która udzieliła Emilii Padoł bogato ilustrowanego wywiadu-rzeki Pierwsza dama (wydawnictwo: W.A.B.). Zarówno w książce, jak i na naszych scenach – w trakcie dwóch spotkań – autorki rozmawiały o latach prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego, codzienności w Pałacu Prezydenckim i budowaniu roli prezydentowej. O pracy, która często toczyła się poza kamerami: na rzecz dzieci, kobiet i osób z niepełnosprawnościami, a także o pracy nad sobą i związkiem, już po spełnieniu roli najbardziej reprezentatywnej kobiety w Polsce. Emilia Padoł nawiązywała do tematu wiodącego Festiwalu Góry Literatury 2025 i pytała Jolantę Kwaśniewską o odwagę, którą pierwsza dama musiała się wykazać, mierząc się z dezinformacją, manipulacją i hejtem na co dzień. – Odwaga była niezwykle ważna w miejscu, w którym przyszło mi funkcjonować przez 10 lat. Od wyboru mojego męża na urząd prezydenta w 1996 roku musiałam podejmować różnego rodzaju wyzwania. To był skok na główkę do pustego basenu. Urząd pierwszej damy wówczas nie istniał, rola nie była określona, musiałam ją stopniowo zbudować – wspominała Jolanta Kwaśniewska. Rozmowa, która odbyła się na Zamku Sarny, została przetłumaczona przez Agatę Mizieńczuk na polski język migowy.
Gościliśmy Wojciecha Manna – dziennikarza, satyryka, tłumacza, osobistość polskiej kultury, który dwukrotnie dał się namówić Katarzynie Kubisiowskiej na zwierzenia – o życiu, rodzinie i muzyce. Efektem tych rozmów są książki Głos oraz Echo (wydawnictwo Znak), o których rozmawialiśmy na naszej scenie ze współautorami. Prowadząca spotkanie Małgorzata Kolankowska pytała o wspólną pracę nad wywiadami, o tym, jak opowiada się o sobie z dystansem, jak „otwiera się” człowieka-legendę i odkrywa rodzinne, radiowe i telewizyjne sekrety, ale też o to, jak zmieniała się medialna rzeczywistość. – Rozmowa z Wojciechem to taniec intelektualny – opowiadała Kubisiowska. – Jestem dosyć sprawnym gadaczem przez moje lata pracy w radiu – odparł Mann. – Mogę być wygodny dla dziennikarza, który sobie nagra to, co opowiadam, spisze, poprawi tylko literówki i ma gotowe. Kasia jest daleka od tego. Nie tylko rejestruje, nie ma tezy, ale słucha uważnie,,reaguje na wszystko i tworzy szerszy obraz. Byłem zadowolony, że wychodzimy poza schemat i wpuściłem się w wir rozmowy – wspominał i żartował: – Ona coś mruczy jeszcze o trzeciej książce, ale niedoczekanie. Spotkanie na polski język migowy przełożyła Agata Mizieńczuk.
Psychoterapeuci profesor Bogdan de Barbaro i Justyna Dąbrowska najpierw spotkali się w książce Swoją drogą (wydawnictwo Agora), a następnie w rozmowie na naszej scenie. Przyglądali się mocy słowa – kiedy słowa leczą, a kiedy kaleczą? Słowo niesie ulgę w cierpieniu, może być znakiem bliskości, dać pocieszenie, wydobyć z bolesnej samotności. Może jednak też dotkliwie zranić, a nawet być zapowiedzią fizycznej przemocy. Jeśli słowa nie będą poddawane refleksji, jeśli nie będziemy ich „ważyć”, to staną się narzędziami destrukcji: osobistych, rodzinnych i społecznych– uważają autorzy wywiadu–rzeki. – Żyjemy w czasach emocjokracji – powiedział prof. de Barbaro i wyjaśnił: – To emocje rządzą naszymi decyzjami, więc to nie zawsze są decyzje, lecz odruchy emocjonalne. W trakcie Festiwalu namawiał też do bycia dobrym, po prostu. – Bycie dobrym się opłaca. Bycie dobrym oznacza bycie uważnym na drugiego człowieka, szacunek do kogoś, kto jest inny. Bo to, że jest inny nie oznacza, że zasługuje na odrzucenie. Wręcz przeciwnie, zasługuje na uważność, zaciekawienie, wsparcie – zwłaszcza wtedy, kiedy czuje się odrzucony – podkreślił.
Rozmawialiśmy o autobiografii aktora, muzyka, dziennikarza i tłumacza Filipa Łobodzińskiego Filip Łobodziński? (wydawnictwo Kosmos Kosmos). Dziennikarka Amelia Sarnowska dopytywała bohatera i autora o znak zapytania postawiony w tytule książki. Rozmówcy poruszyli tematy kształtowania się naszej wiedzy o nas samych, zastanawiali się, czy człowieka określa to, co mu się wydarzyło czy raczej sposób, w jaki próbuje sam poukładać otaczającą go rzeczywistość. – Czy pisząc o sobie jesteśmy w stanie napisać prawdę? Czy umiemy sobie sami rozpoznać i opisać? Czy pamięć i autorefleksja pozwolą nam na rzetelne poznanie i samo opisanie? Podejrzewam, że nie – dzielił się swoimi wątpliwościami Łobodziński.
Urszulę Glensk zaprosiliśmy do rozmowy o książce Pinezka. Historie z granicy polsko-białoruskiej (wydawnictwo Czarne). To kronika katastrofy – wnikliwa, przejmująca, uczciwa. Powstała z nagich faktów, w czasie gdy kategoria „migranci” stawała się w Polsce przedmiotem coraz bardziej burzliwego sporu, a konsekwencje jej stosowania uwidoczniły się w przerażająco różny sposób na polskich granicach. O reporterskie świadectwo pierwszych miesięcy kryzysu humanitarnego pytała autorkę antropolożka i członkini Fundacji Olgi Tokarczuk, Katarzyna Byłów. – Wiedzieliśmy o umierających ludziach odnajdywanych na granicy, wycieńczonych po kilkunastu pushbackach. Byli tam dorośli, dzieci, starcy. Na Podlasiu to była wiedza oczywista: w lesie umierają ludzie. Rozmawialiśmy o tym w komfortowych warunkach, przy cieple ognia z kominka, a jednocześnie miałam świadomość, że ktoś zaraz obok, być może tuż za płotem, umiera – opowiadała Glensk.
Temat uchodźców i sytuacji na polsko-białoruskiej granicy powrócił w prowadzonej przez Urszulę Glensk rozmowie z Mają Ostaszewską. Aktorkę i aktywistkę zaangażowaną w działania pomocowe na granicy pytaliśmy o granice hejtu. – Nie ma we mnie zgody na obojętność i okrucieństwo państwa wobec osób uchodźczych i wobec osób żyjących na Podlasiu – podkreśliła Ostaszewska. – Cały ciężar został zrzucony na ich ramiona. Na początku reagowaliśmy żywiołowo, była chęć pomocy. W tej chwili ten temat jest niewygodny. Wydaje się, że skoro rządzą partie prodemokratyczne, to nie powinniśmy ich w żaden sposób krytykować, ponieważ to naraża nas na kolejną wygraną partii niedemokratycznych. Z rozpaczą stwierdzam, że na granicy nie zmieniło się nic, a nawet jest jeszcze gorzej, bo jest większa bezkarność służb, brutalność i agresja się zwiększyły – oceniła. Jednocześnie apelowała o inne spojrzenie na sytuację: – Zastanówmy się, co możemy zrobić w wymiarze szerszym bądź w naszej codzienności. Nadawajmy sens naszemu życiu i byciu tu i teraz dla siebie i swoich bliskich. Nie dajmy się wkręcić w opowieść, że wszystko jest źle.
Michała Bilewicza zaprosiliśmy do rozmowy o społecznej psychologii Polaków i narodowych traumach. Autor książki Traumaland. Polacy w cieniu przeszłości (wydawnictwo Mando) pokazuje, że podobnie jak inne historycznie straumatyzowane narody przystosowaliśmy się do trudnych warunków, w których przyszło żyć naszym przodkom i jednocześnie stawia pytania, czy jednak jesteśmy skazani na ciągłe przypominanie trudnej historii oraz czy istnieje droga wyjścia ze świata lęków i nadwrażliwości. Edwin Bendyk, prezes zarządu Fundacji im. Stefana Batorego, pytał o próby interpretacji kondycji społecznej narzędziami psychologii społecznej i cel zebrania ich w książkę. Bilewicz, który bada polskie społeczeństwo od wielu lat, opowiadał: – Przyglądam się różnym specyficznym aspektom polskiego funkcjonowania, jak na przykład negatywny autostereotyp Polaka. Ludzie mają tendencję do pozytywnego postrzegania swojej grupy i narodu. W Polsce jest dokładnie na odwrót. Mamy w polskim społeczeństwie jednem z najniższych w Europie wskaźników zaufania – do państwa, do instytucji, do innych ludzi. Chciałem zrozumieć, jakie są tego źródła i tak doszedłem do badań na temat efektów traumy, w tym traumy historycznej – wyjaśniał naukowiec.
Architektki Agnieszka Tomaszewicz i Joanna Majczyk opowiadały o pracy nad książką Architekci i „paragraf aryjski”. Przypadek SARP-u (1934–1939) (wydawnictwo EMG). Odsłoniły w niej mało znany, a poruszający rozdział historii polskiej architektury – systemowe wykluczanie żydowskich architektów w latach 30. XX wieku. To opowieść o tym, jak środowisko zawodowe uległo naciskom ideologii, jak koleżeństwo zamieniło się w obcość, a talent i zasługi przestały mieć znaczenie wobec pochodzenia. – Zaczęło się od Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej i afery studenckiej: od organizacji „dnia bez Żydów” i postawienia w stan oskarżenia trzech studentów (Polaka, Żyda i Ukraińca), którzy mieli wziąć udział w pochodzie pierwszomajowym. Narodowcy przejmując SARP wprowadzili „paragraf aryjski”, który w dużej mierze był importem z III Rzeszy. Rodziło to jednak problemy z przełożeniem wielu praw niemieckich na grunt polski. Bo jak określić czy ktoś ma aryjskie pochodzenie? Podjęto więc decyzję, że o byciu Żydem bądź nie będzie decydowało wyznanie rodziców oraz fakt przyjęcia lub nie chrztu. „Paragraf aryjski” wprowadzono w lipcu 1939 roku, kiedy kraj stał w przededniu wojny, co wszyscy czuli lub wiedzieli – opowiadała Agnieszka Tomaszewicz, profesorka na Wydziale Architektury Politechniki Wrocławskiej. O historii i mechanizmach tego wykluczenia rozmawiała z autorkami Małgorzata Omilanowska.
Z Ewą Winnicka rozmawialiśmy o książce Miasteczko Panna Maria. Ślązacy na Dzikim Zachodzie (wydawnictwo Czarne). Znana i ceniona reportażystka wyruszyła do Stanów, aby zbadać niezwykłe historie polskich osadników z końca XIX wieku – Ślązaków, którzy postanowili poszukać lepszego życia na Dzikim Zachodzie. – Teksas jeszcze w XIX wieku był oddzielną republiką, co do tej pory ma wielkie znaczenie dla tożsamości jego mieszkańców. Polscy osadnicy zobaczyli po przybyciu pustynię. Nie wszyscy tam dotarli, bo umarli na febrę jeszcze w okolicy portu bądź padli ofiarami rdzennych plemion. Było gorąco, a oni w długich sukniach i wełnianych surdutach, ciągnęli kufry z pierzynami i krzyż ze śląskiego kościoła, którego nawet nie było gdzie wbić. Po prostu nie było nic – odmalowywała historię Winnicka. Prowadząca spotkanie Małgorzata Kolankowska pytała także, co ze śląskiej tożsamości zostało w obecnych mieszkańcach tytułowego miasteczka i czy Panna Maria mogłoby dziś posłużyć za scenerię śląskiego westernu.
Magdalena Barbaruk, dyrektorka Instytutu Kulturoznawstwa Uniwersytetu Wrocławskiego, opowiedziała o grupie poetów, architektów i artystów, którzy w 1965 roku wyruszyli w podróż z Ziemi Ognistej do Santa Cruz de la Sierra w Boliwii w celu „poetyckiego zamieszkania nieznanych terytoriów Ameryki Południowej”. Choć artyści skupieni wokół poety Godofreda Iommiego Mariniego i architekta Alberta Cruza Covarrubiasa nigdy nie dotarli do celu – po drodze osiedlili się na chilijskich wydmach, gdzie założyli Miasto Otwarte – w trakcie wędrówki napisali tekst założycielski dla ruchu o tej samej nazwie: epopeję Amereida (1967). Pretekstem do rozmowy, którą poprowadziła Aleksandra Majak, była książka Barbaruk Ruch Amereidy (wydawnictwo słowo/obraz terytoria). To pierwsza w Polsce publikacja o tym fenomenie, stworzona na podstawie archiwalnych materiałów.
Historyczki sztuki Agnieszka Taborska i Anda Rottenberg rozmawiały o surrealizmie. Temat wywołała zarówno rocznica ukazania się Manifestu surrealizmu André Bretona, jak i poświęcona jej książka Taborskiej Spiskowcy wyobraźni. Surrealizm (wydawnictwo słowo/obraz terytoria). Dyskusja była poświęcona temu ruchowi artystycznemu, sztuce, znaczeniu nowojorskiej wystawy „Surrealizm bez granic” i wpływie nowych mediów na tę estetykę szczególnie w przestrzeniach muzealnych, ale i internetowych. – Sądzę, że to, co różni naszą recepcję surrealizmu od myślenia o różnych nurtach awangardowych jest fakt, że surrealizm jest dużo mniej stylem czy filozofią, ale stanem ducha, sposobem opisania świata. Surrealiści mieli ambicję, by zmieniać świat – opowiadała Taborska.
Z Andą Rottenberg rozmawialiśmy również o memuarystyce, a pretekstem była jej książka Schyłek. Dziennik 2019–2022 (wydawnictwo OsnoVa). To opowieść o pandemii i przemijaniu, o doświadczeniu ciała i kruchości życia, o notatkach, które z czasem zamieniają się w zapis epoki – najpierw pandemii, potem wojny w Ukrainie. – Mój pierwszy pomysł na tytuł brzmiał „Zjazd”. Mam poczucie, że zjeżdżam z tego świata. Myślałam o tym, że i świat zjeżdża w jakąś niepewną stronę. Stąd „Schyłek”: schyłek świata jaki znam – opowiadała prowadzącej spotkanie Małgorzacie Omilanowskiej.
Renata Lis opowiadała o swojej autobiograficznej książce Moja ukochana i ja. Ślub (Wydawnictwo Literackie), będącą kontynuacją głośnej książki Moja ukochana i ja, która dwa lata temu wywołała dyskusję. Wpuszczała osoby czytające do intymnego świata związku, codzienności i niestygnącej miłości autorki do Elżbiety, tytułowej ukochanej. Lektura pogłębiała rozumienie tego, jak „życie mija”, w kontekście faktu, że ze zmianami prawnymi w kwestii małżeństw jednopłciowych „Polsce się nie śpieszy”. W nowej książce punktem wyjścia jest dla Lis ślub z ukochaną, zawarty w Danii. Ceremonia i prawne uhonorowanie wieloletniego związku stają się przyczyną namysłu nad wartością małżeństwa, bliskością i walką o prawa na przekór polskiej heteronormie. Prowadząca Aleksandra Majak pytała o reakcje, z jakimi spotkała się poprzednia książka Lis, o wyzwania prawne związane z nieuznawaniem w Polsce tęczowych małżeństw, a także o eseistykę autobiograficznej oraz ograniczenia polityki tożsamościowej.
Dziennikarze, ale także filozofowie Katarzyna Kasia i Grzegorz Markowski opowiadali o wspólnej książce Siedem życzeń. Rozmowy o źródłach nadziei. To zapis rozmów nie tylko o nadziei, ale też o poczuciu pustki i lęku – a szerzej: o całej gamie pojęć, postaw i emocji, które w ostatnich latach organizowały polską przestrzeń publiczną. Autorzy pytają, co z nich dziś pozostało, jak zmienia się rozumienie pojęć takich jak niepodległość czy szacunek, a także co grozi społeczeństwu, które traci fundament wspólnie wyznawanych wartości. – Ta książka powstawała, jak pewnie większość książek w Polsce, w okresie burzy i naporu – bo w Polsce ciągle mamy jakieś okresy burzy i naporu. Ukazała 11 października 2023 roku. Wydawca powiedział nam, że ukaże się w listopadzie, a my przerażeni tym, co może wydarzyć się przy okazji wyborów parlamentarnych, mieliśmy wizję jak toniemy w mnóstwie egzemplarze różowej absurdalnej książki, której nikt nie będzie chciał czytać. Bo o jakiej nadziei byłaby mowa, gdyby te wybory dotyczyły się inaczej? – wspominała pytając Katarzyna Kasia. Zorganizowaliśmy dwa spotkania wokół Siedmiu życzeń, oba moderowała Amelia Sarnowska. Goście poprowadzili także warsztaty w ramach Latającego Uniwersytetu Ludowego.
Ewa Woydyłło, która wierzy w nieskończone możliwości, świadome podejmowanie decyzji i kierowanie swoim życiem radziła naszej publiczności, jak żyć szczęśliwie. Stworzyliśmy dwie okazje do rozmowy wokół najnowszego poradnika psycholożki i psychoterapeutki: Wszystkiego najlepszego! Jak dbać o własne szczęście (Wydawnictwo Literackie). Ewa Woydyłło opowiadała o tym, co przeszkadza nam w doświadczaniu szczęścia — o takich emocjach jak gniew, wstyd czy poczucie winy — oraz o tym, co może je budować (akceptacja, wdzięczność, radość i przebaczenie). Jej zdaniem szczęście to nie luksus, lecz wybór, który naprawdę się opłaca. – Mamy nawyk zwracania uwagi na to, co jest niedobre. Uczymy się postrzegania świata, mamy wzory, które nas prowadzą i przyjmujemy ich optykę za właściwy – opowiadała. – Każdy ma swój własny sposób, by dążyć do szczęścia. Ja nie robię tego planowo. Szczęście jest do uchwycenia jak godzina – bywa cudowne, ale przemyka błyskawiczne. Można się nim nasycić i zatrzymać, gdy będziesz o nim pamiętać. Spotkania poprowadziły Jana Karpienko oraz Gabriela Affek.
Zorganizowaliśmy dwa spotkania poświęcone najnowszej książce Joanny Bator W moje strony. Trzy wyprawy w stronę wyobraźni, współczucia i troski (wydawnictwo Znak). Rozmawialiśmy o pisaniu – pisaniu jako wyborze innej ścieżki myślenia od tych praktykowanych akademicko, jako wolnej grze wyobraźni, jako procesie za każdym razem innym, a jednocześnie ścieżce świadomego poszukiwania siebie i kształtowania swojego dorobku. – Potrzebowałam ulepszenia i wyregulowania swojego wewnętrznego kompasu – opowiadała pisarka o pracy nad książką. – Mam skłonność do wiecznego testowania swego słownika, poszukuję innych punktów widzenia na to, co jest już dla mnie oczywiste. Spotkania poprowadziły krytyczka Eliza Kącka oraz redaktorka Dorota Gruszka.
Zorganizowaliśmy wspólne spotkanie wokół książek Idzie tu wielki chłopak (wydawnictwo Czarne) Grzegorza Bogdała i Skóra po dziadku (wydawnictwo Agora) Mateusza Pakuły. Dwie różne dykcje, dwie różne wrażliwości i strategie pisarskie. Zarówno silniej biograficzne pisanie Mateusza Pakuły, jak i wyraziściej fikcjonalna twórczość Grzegorza Bogdała żywią się obserwacją i doświadczeniem w szczególny sposób, przepuszczając je w rozpoznawalny, wyłącznie im właściwy filtr pisarskiej wrażliwości. Każdy z nich ma swój idiom pisarski, ale też każdy – na innych warunkach – korzysta z własnej biografii. Prowadząca Eliza Kącka pytała o wagę słowa, artystycznego rozporządzania nim oraz wagę świadectwa w literaturze. Była to również rozmowa o męskości i rozprawianiu z patriarchatem. – Chłopcy i mężczyźni również są ofiarami patriarchatu – podkreślił Pakuła.
Dwukrotnie spotkaliśmy się z autorem kryminałów Robertem Małeckim, by porozmawiać o jego ostatniej książce Rumor (Wydawnictwo Literackie). Małecki zdążył przyzwyczaić czytelników, że jest autorem mistrzowsko operującym gatunkami literackimi, nie inaczej jest nowej powieści, w której łączy thriller łączy się tutaj z powieścią sensacyjną, pojawiają się elementy powieści drogi, fabularnie też dzieją się rzeczy co najmniej zaskakujące. Jest oczywiście i zagadka kryminalna, lecz tym razem rozwiązywana przez bohatera nieoczywistego, różniącego się mocno od znanych z poprzednich książek autora śledczych. Małeckiego pytaliśmy także o źródła kreatywności w kryminale, odpowiedzialności osoby piszącej, środowisku autorów i autorek tworzących ten gatunek oraz o szkoleniu nowych zastępów kadry literackiej. – Nie wydaje mi się, aby sensacje pisało się łatwiej. Najważniejsza jest, tak samo jak w kryminałach, dobra konstrukcja opowieści. Jest to jednak rodzaj jakiejś zmory, gdy siedzisz i próbujesz utkać, żeby to się czytelnikowi dobrze czytało. Pisanie stawia opór. Źle znoszę moją robotę, ale ją kocham – zwierzył się autor. Rozmowy prowadzili Waldek Mazur i Olga Wróbel.
Pretekstem do dwukrotnego spotkania z Katarzyną Grocholą było wznowienie jej bestsellerowej powieści Nigdy w życiu! (Wydawnictwo Literackie). Przyglądaliśmy się fenomenowi książki, która przyniosła autorce niezwykły rozgłos, zastanawiając się nad jej aktualnością oraz współczesnych oczekiwaniach względem powieści obyczajowych. Padły pytania o to, jak się zmienili czytelnicy, ale też sama pisarka. – Jest mi dobrze w moim życiu – opowiadała Katarzyna Grochola. Spotkania z pisarką poprowadziły Małgorzata Kolankowska i Olga Wróbel.
Monikę Muskałę pytaliśmy o Rondo Rodeo (wydawnictwo Nisza). Powieściowy debiut tłumaczki, eseistki i dramatopisarki to opowieść drogi z amerykańską prowincją w tle. Polska fotografka i francuski dziennikarz wyruszają razem w podróż przez Środkowy Zachód USA. Ona – po latach pracy w wiedeńskim muzeum – chce wrócić do fotografii, on śledzi losy Ameryki jako reporter. Wyprawa uruchamia wspomnienia, a przestrzeń amerykańskich bezdroży staje się tłem opowieści o tęsknotach, bliskości, pamięci i wolności. Prowadząca spotkanie krytyczka literacka Olga Wróbel pytała między innymi o Amerykę widzianą oczami obcych – tych, którzy przyjeżdżają, żeby zrozumieć coś więcej nie tylko o świecie, ale i o sobie samych.
Roksana Jędrzejewska-Wróbel, autorka kojarzona przede wszystkim z literaturą dla dzieci i młodzieży, debiutowała powieścią dla dorosłych czytelników, o której właśnie rozmawialiśmy na naszym Festiwalu. 12 dni. Patchwork rodzinny (Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna im. Josepha Conrada-Korzeniowskiego w Gdańsku) to powieść o złożonych relacjach, a jej bohaterowie i bohaterki konfrontują się z bólem, stratą i niezrozumieniem – autorka zaś towarzyszy im, starając się zrozumieć, i jednocześnie stawia trudne pytania czytelnikom i czytelniczkom. – Nigdy nie chciałam pisać. To się wydarzyło „pomiędzy”, a zaczęło się od tego, że wysłałam tekst do konkurs do magazynu „Dziecko”, w którym do wygrania był super wózek dziecięcy. Były lata 90., moja pierwsza córka była wtedy mała, miałyśmy po znajomych wózek w fatalnym stanie, gruchot już. Wózka nie wygrałam, ale zaowocowało to współpracą z magazynem „Dziecko” – wspominała autorka przeszło 40 książek. – Odkąd miałam 20 lat i studiowałam filologię polską, chodziła za mną myśl napisania historii opisującej ostatni dzień z życia różnych ludzi. Miałam głębokie przekonanie, że to niezwykle ważne, aby dotknąć przemijania. Aby żyć pełnią życia musimy się pogodzić ze stratą. Boimy się cudzej rozpaczy. Boimy się żałoby. Boimy się tego doświadczenia, które jest immanentną częścią naszego życia – mówiła. Małgorzata Kolankowska pytała autorkę o ukryte w rodzinnej materii powieściowe tajemnice, relacje, osobiste traumy i pokoleniowe zawirowania.
Spotkanie z innym, niezwykle popularnym autorem książek dla dzieci – Grzegorzem Kasdepkem przyciągnęło głównie dorosłych czytelników. Pisarz opowiadał, dlaczego sam w dzieciństwie nie lubił czytać książek, jak zachęcać do czytania by nie zniechęcać oraz co to znaczy, że swoimi książkami chce wychowywać „inteligentnych chuliganów”. Zastanawialiśmy się, czy literatura może pomóc młodym uchronić się przed bejtem i manipulacją bądź dać narzędzia do obrony przed nimi. Kasdepke zdradził również, że pracuje nad kolejną książką skierowaną do dorosłego odbiorcy.
Jak co roku, zaproponowaliśmy naszej publiczności szereg spotkań poświęconych współczesnej poezji polskiej.
Aga Zano, jedna z najbardziej rozpoznawalnych współczesnych tłumaczek literatury anglojęzycznej oraz Maria Kwiecień, reżyserka i dramatopisarka opowiedziały o swoich zaskakujących debiutach poetyckich: czwarte wymieranie oraz outback (tomy ukazały się w wydawnictwie Warstwy). Obie autorki zabierają czytelników w podróż, zadają pytania o pamięć, czas, potomków i przodków. Dyskusję poprowadziła poetka i redaktorka Emilia Konwerska.
W cyklu „Mniej znana literatura polska” poeta i krytyk Karol Maliszewski apelował o poświęcenie uwagi poezji. Rozmawiał z poetami: Janem Baronem, autorem tomu Wszyscy jesteśmy głupcy (wydawnictwo Convivo) oraz Krzysztofem Fedorowiczem, autorem tomu Zimowe cięcie winorośli (wydawnictwo Pro Libris). Prowadzący dostrzegł w poetach podobieństwo w medytacji – jeden medytuje podcinając winorośl, drugi zaś – pracując w bibliotece. Codzienność, którą obserwują z maksymalnym skupieniem, okazuje się skarbnicą odkryć elementarnych i metafizycznych.
Zestawiliśmy ze sobą tomy: Załamanie pogody. Wiersze z lat 1974–2023 Anny Janko (Państwowy Instytut Wydawniczy), Absydę Bianki Rolando (Wojewódzka Biblioteka Publiczna i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu) oraz Poza zasięgiem (Wydawnictwo ANAGRAM) Mirki Szychowiak. Trzy poetki, które kurator pasma poetyckiego Karol Maliszewski zachłannie czyta i które wciąż od nowa tłumaczą mu świat – Bianka Rolando, rysując swoje tajemnicze mapy, przygotowuje do przyjęcia tego, co nieznane; Anna Janko, „opowiadając każdego z nas mocniej jeszcze raz”, pokazuje, jak miłość zwycięża śmierć; Mirka Szychowiak, rozdzierając duszę, przywraca wiarę w lepsze człowieczeństwo.
Ukazaliśmy w zestawieniu także nowe tomy dwóch znanych poetów i eseistów: mniejsza o ludziMacieja Roberta oraz Reprezentację zwierząt Dariusza Sośnicki (wydane nakładem wydawnictwa Warstwy). Emilia Konwerska pytała, sio łączy wiewiórki i koniec świata oraz pierwszych ludzi i przymus pracy. Była to dyskusja o poezji, cywilizacji, materializmie, archetypach i filozofii.
Do cyklu „Głosy młodych” zaprosiliśmy Adriana Korlackiego z tomem Ćwiczenia na długich czasach (wyd. Instytut Mikołowski), Agatę Puwalską z Funky Forest. poematem pozoru (wyd. Dom Literatury w Łodzi, SPP w Łodzi) oraz Antoninę Tosiek z żertwami (wyd. Biuro Literackie). Spotkanie stało się pretekstem do rozmowy o zgłębianiu języka i pokorze wobec niego, o krajobrazach, w których powstaje poezja, o przygodach z intertekstualnością, o miejscu poematu na scenie literackiej, o trosce i relacjach, ale i o tym, jaką mają cenę. Prowadząca dyskusję poetka i tłumaczka zastanawiała się, jak mogłaby wyglądać mapa stworzona na podstawie tych trzech książek poetyckich.
Wśród celów Fundacji Olgi Tokarczuk są promocja kultury, działalności związanej z budowaniem i promocją idei społeczeństwa obywatelskiego, ale też działalności turystycznej promującej Polskę, ze szczególnym uwzględnieniem Dolnego Śląska, w tym powiatów wałbrzyskiego czy kłodzki. Stąd też obecność w programie Festiwalu Góry Literatury spotkań przybliżających kontekst lokalny i tożsamość miejsc, w których spotykamy się z publicznością. Mówimy o literaturze faktu opisującej region, jego specyfikę i zawiłości społeczno-historyczne, o fikcji literackiej osadzonej w bliskich nam lokalizacjach, a także zapraszamy autorów, prowadzących i inne osobistości szczególnie związane z regionem.
Akcja powieści Katarzyny Zyskowskiej Nocami krzyczą sarny jest osadzona na Dolnym Śląsku, a zainspirowała ją wycieczka autorki w Góry Sowie. Stąd też pomysł, by u ich podnóża spotkać się z pisarką i porozmawiać o książce, która osiągnęła już status bestsellerowej. Powojenna przestrzeń Dolnego Śląska rozpościera się w niej jak rozedrgana mapa pamięci, na której cienie historii splatają się z mrokiem tajemnic, a pytanie o tożsamość ma ciężar milczenia i traum poprzednich pokoleń. Katarzyna Zysków opowiadała kulturoznawczyni oraz miłośniczce historii i kultury Dolnego Śląska, Monice Bisek-Grąz, jakie były literackie i społeczne inspiracje do stworzenia opowieści łączącej przeciwieństwa i otwierającej nowe przestrzenie dla wyobraźni – takie, w których historia staje się żywym organizmem.
Animator kultury i dziennikarz filmowy Lech Moliński oraz fotograf Jerzy Wypych opowiadali o kinach, jakich już nie ma, ale żyją w pamięci. Autorzy książki Te wszystkie Raje, Zrywy i Jutrzenki. O małych kinach na Dolnym Śląsku wyszli z założenia, że wspominane małe, zwykle jednosalowe, przybytki dziesiątej muzy były jednym z elementów kształtowania się powojennej przestrzeni kulturowej regionu. Dostarczały emocji kolejnym pokoleniom widzów, stanowiły lokalne miejsca integracji społeczno-kulturowej, gdzie codzienność spotykała się z magią ekranu. Wraz z rozwojem techniki film zaczął migrować z kin do domów – najpierw przez telewizję, potem przez VHS, DVD i streaming. W książce Lech Moliński opowiada o historii dolnośląskich kin słowem, Jerzy Wypych – fotografią. Monika Bisek-Grąz pytała autorów o kino wykraczające poza ekran – o przestrzeń społeczną, kulturową i emocjonalną, w której przez lata spotykali się ludzie, by wspólnie doświadczać historii opowiadanych na ekranie. Rozmowa odbyła się, oczywiście, w kinie (dokładnie w Kinoteatrze Zbyszek w Dzierżoniowie).
Zorganizowaliśmy spotkanie z Dorin i Rafaelem Blauami, prowadzącymi fundację Beiteinu Chaj i autorami książki Cudem ocalona synagoga w Dzierżoniowie. Synagoga w Reichenbach (dziś Dzierżoniów) została wybudowana w 1875 roku, kiedy rabinem był Moritz Cohn. Przed „nocą kryształową” budynek kupił Niemiec, dzięki czemu mury przetrwały czas wojny. Obiekt w swojej długiej historii istnienia był nawet dzierżawiony przez Hitlerjugend. W powojennym, polskim już mieście budynek ponownie stał się obiektem sakralnym, do 1980 roku. Obecnie synagoga, która podczas festiwalowego spotkania wypełniła się po brzegi, pełni funkcję centrum integracyjno-kulturalnego. Rozmowę poprowadził Marek Sztark, kierownik Dolnośląskiego Laboratorium Kultury.
Spotkaliśmy się z Heleną Lindskog, autorką książki Miejsce urodzenia: Dzierżoniów. Rozmowa w duchu uważności, empatii i intelektualnej otwartości połączyła literaturę, pamięć i ludzkie doświadczenia, zarówno jednostkowe, jak i zbiorowe. Spotkanie poprowadziła pasjonatka historii Dolnego śląska, a także aktorka Wrocławskiego Teatru Pantomimy – Paulina Jóźwin.
Podczas Festiwalu Góry Literatury miał miejsce finał siódmej edycji Konkursu im. Tymoteusza Karpowicza na recenzję literacką, który Wrocławski Dom Literatury organizuje wspólnie z Fundacją Olgi Tokarczuk. Celem konkursu jest promocja i wsparcie działalności na polu krytyki literackiej, ze szczególnym uwzględnieniem prac poświęconych twórczości powstającej w języku polskim. Jury w składzie: Kinga Dunin, Monika Glosowitz, Eliza Kącka, Karol Maliszewski i Jakub Skurtys przyznało pierwsze miejsce Marii Potrząsaj za recenzję książki Czmych, czyli na tropach figuranta Zuzanny Fruby. Drugie miejsce zajął Krzysztof Wiewióra za recenzję książki Wydrąż mi rodzinę w serzeAleksandry Kasprzak, a trzecie – Jakub Famulski za recenzję tomu Stłuc. Kręgosłup Tytanii Skrzydło Anny Adamowicz. Jury zdecydowało także o przyznaniu wyróżnień Zuzannie Pawlak-Lodzińskaiej, Natalii Kosteckiej oraz Jakubowi Sęczykowi.
Po raz kolejny w ramach FGL zrealizowaliśmy pasmo czeskie. Gościliśmy autorki i autora z Czech, niezmiennie udowadniając, że literatura nie zna granic.
Była z nami Kateřina Tučková, uhonorowana czeską Nagrodą Państwową w dziedzinie literatury. Rozmawialiśmy o jej monumentalnej powieści Bílá Voda (wydawnictwo Afera, tłumaczenie Julia Różewicz), opartej na faktach historycznych. W roku 1950 zamknięto czechosłowackie klasztory, a zakonnice przewieziono do ośrodków internowania – jeden z nich mieścił się w Bílej Vodzie, wsi w górach na pograniczu czesko-polskim. Pomimo dramatycznych losów i zmowy milczenia kobiety przetrwały za murami klasztoru graniczącego ze szpitalem psychiatrycznym. Ich historia to także historia morawskiego Kościoła podziemnego i kapłaństwa kobiet. – Grupa sióstr zakonnych znosiła represje w więzieniu lepiej niż inne grupy, dlatego że ich wiara w jakiś sposób kształtowała przeżycia, w tym na przykład kary izolacji. To, co dla jednych było najgorszym przeżyciem, dla zakonnic okazywało się czasem indywidualnej kontemplacji i one z tej jednoosobowej celi wracały silniejsze dzięki swemu życiu wewnętrznemu – opowiadała Kateřina Tučková. Spotkanie poprowadziła pisarka Magdalena Knedler, a rozmowę tłumaczyła Zofia Bałdyga.
Gościła u nas Petra Hůlová, która już od swojego debiutu Czas Czerwonych Gór stanowi jeden z najważniejszych głosów w czeskiej literaturze. Do dziś napisała kilkanaście książek, z których pięć ukazało się po polsku. Spotkanie, które poprowadził tłumacz Tomasz Grabiński, było poświęcone jej dystopijnej powieści Krótka historia Ruchu (wydawnictwo Afera, tłumaczenie Julia Różewicz.
Jana Škroba, czeskiego poetę i tłumacza, autora tomów Pod dlažbou, Reál oraz Země slunce pytaliśmy o zaangażowanie, granice poetyckich światów i różne wymiary rzeczywistości, a także o kolejne poetyckie przedsięwzięcia. W Polsce ukazała się dotychczas jedna książka poety, wspominany tom Real (wydawnictwo Biuro Literackie, tłumaczenie Zofia Bałdyga). Pytała Antonina Tosiek, a rozmowę tłumaczyła Anna Wanik.
Postawiliśmy pytanie, kto ma nam dzisiaj opowiadać świat i komu pozwolimy go zmieniać, nie tylko osobom tworzącym literaturę. Zaprosiliśmy na nasze sceny ludzi, którzy na co dzień muszą zmagać się ze sfałszowaną informacją o sobie (i nie tylko), z kłamstwem, które skutkuje olbrzymim hejtem. Poprosiliśmy także historyków i innych badaczy, by wyjaśnili, w jaki sposób zmanipulowany język i inne żywiące się dezinformacją narzędzia komunikacji wykrzywiają nasze postrzeganie rzeczywistości.
Właśnie o hejcie rozmawialiśmy z twórcą Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, Jurkiem Owsiakiem, który doświadczył wszelkich jego przejawów, włącznie z groźbami śmierci. – Czy zakładając WOŚP spodziewałeś się, że coś takiego może Cię dotknąć? – pytała Katarzyna Kolenda-Zaleska. Owsiak w barwny sposób przytaczał historię pierwszych finałów WOŚP. – Do głowy by mi nie przyszło, że to się komuś może nie podobać – powiedział. – Ten hejt bierze się nieprawdopodobnych polskich zawirowań. Grasz najlepiej, jesteś mistrzem świata, ale spróbuj raz przegrać, już wpadasz w obszar hejtu. Uruchamia się zazdrość, różne fobie. Na pytanie, czy go to dotyka, odparł: – Każdego to dotyka. Nie ma człowieka, którego by nie dotknęła nienawiść. Na polski język migowy rozmowę przetłumaczyła Anna Morawska.
Z Tadeuszem Gadaczem i Magdaleną Środą, autorami Krótkiej historii filozofii współczesnej, zastanawialiśmy się, czy filozofia może nam pomóc uporać się z manipulacją i mową nienawiści. Irek Grin pytał, czy jednak w czasach ordynarnych kłamstw wypowiadanych przez ludzi władzy, manipulacji i dezinformacji jako zjawisk mających prowokować i organizować pożądane zachowania społeczne filozofia ma coś szczególnego i przekonującego do powiedzenia. – Broniłabym tezy, że każda epoka jest trochę rozumna i trochę bezrozumna. Chodzi o to, by bronić tej rozumnej części. Ale wiedza i mądrość to zupełnie co innego – mówiła prof. Środa. – Mam wielką pretensję do polskiej szkoły, że nie uczy ona myślenia, nie rozwija wyobraźni, nie uczy krytycznych postaw, zajmowania dystansu, debaty. Nie daje narzędzi, by ochronić się przed złem.
Zaaranżowaliśmy debatę o prawnych aspektach mowy nienawiści, w której udział wzięli psycholog społeczny Michał Bilewicz oraz prawniczka zajmująca się zagadnieniami prawa konstytucjonalnego porównawczego, prawa antydyskryminacyjnego, wolności słowa i praw pamięci Aleksandra Gliszczyńska-Grabias, a poprowadziła ją adwokatka i działaczka społeczna Sylwia Gregorczyk-Abram. Paneliści omawiali także bieżące wydarzenia społeczno-polityczne, w tym skandaliczne zakłócenie uroczystości obchodów mordu Żydów w Jedwabnem przez Grzegorza Brauna i jego zwolenników i zanegowanie przezeń Holocaustu (określił istnienie komór gazowych w Auschwitz jako „fake”) w wywiadzie radiowym. – To jest jednoznaczne złamanie prawa – negowanie Holocaustu jest penalizowane. Kluczowa jest reakcja organów władzy i samego IPN-u. Prokuratura również może i powinna się tym zająć – podkreśliła Aleksandra Gliszczyńska-Grabias. Michał Bilewicz dodał: – To nie tylko złamanie prawa. Jeden z uczestników tych obchodów powiedział mi, że czuł tam atmosferę pogromu. Okrzyki, transparenty, cały czas zakłócano obchody, w których chodziło o uczczenie pamięci ofiar. 20 procent ludzi w Polsce głosuje na człowieka, który poza mową nienawiści nie ma Polakom nic do zaproponowania. Granice stale są przesuwane. Istotną cechą prawicowego myślenia jest pewien autorytaryzm, czyli podążanie za tym, co mówi władza polityczna, która teraz zaczyna tracić hamulce. Dominującą reakcją na słowa Brauna jest przemilczanie. Aleksandra Gliszczyńska-Grabias: pytała retorycznie, czego się spodziewamy, jeśli prezydent tego kraju publicznie głosi mowę nienawiści, przytacza słowa, które bezpośrednio nawołują do przemocy. Komentując główny temat dyskusji, prawniczka powiedziała: – Nie przepisu kodeksu karnego, który mówiłby, czym jest mowa nienawiści i dlaczego jest zakazana. Język prawa ma dużo trudności w określaniu emocji, a mowa nienawiści ma bardzo dużo wspólnego z uzewnętrznianiem emocji. Są argumenty za i przeciw ujednoliconej definicji, bo inwencja twórcza stosujących mowę nienawiści jest nieograniczona, więc coś wypadałoby poza tę definicję nie byłoby karane. Penalizujemy mowę nienawiści po to, by chronić słabszych.
Sprawa Grzegorza Brauna powróciła w debacie o dezinformacji w mediach, w której udział wzięli Katarzyna Kasia i Adam Michnik. – W pewnych sytuacjach nie można być symetrystą, tylko trzeba bardzo jasno nazywać rzeczy po imieniu – przekonywał naczelny „Gazety Wyborczej”. – Pismo Święte mówi nam: miłujcie swoich nieprzyjaciół. Pięknie, ale najpierw trzeba tego nieprzyjaciela zidentyfikowac i nazwać, wskazać, czym on się posługuje. To, co mnie niepokoi w Polsce, to nie fakt, że są tacy ludzie jak Braun. Oni są na całym świecie. Ale to, że głosują na niego setki tysięcy ludzi. Co my możemy z tym zrobić? Nie wpuszczać go na łamy „Gazety Wyborczej”. Powinniśmy opisywać, co on robi, ale w żadnym wypadku nie legitymizować go, nie dawać wrażenia, że jest to taki sam partner w rozmowie jak ktokolwiek inny. Braun to jest przypadek skrajny, mam nadzieję, że zasłużę na pozew: to jest po prostu idiota, kretyn, dureń. Problem zaczyna się w miejscu, gdy tematami, gdy tymi tematami, które Braun wywołuje, zaczynają się zajmować politycy z mainstreamu. Z tymi słowami jednoznacznie nie zgodziła się Katarzyna Kasia, mówiąc: – Nigdy nie byłam zwolenniczką idei, w której nie rozmawiam z kimś, bo ten ktoś jest jakiś i mi się nie podoba. Oczywiście są pewne granice i jest nią negowanie Holocaustu. Ale nigdy w życiu nie powiedziałabym, że człowiek jest idiotą. To nie jest ten porządek argumentacji – podkreśliła. – Jeżeli w debacie publicznej używamy argumentu tego typu, to my redukujemy tę debatę. Jeżeli zaczynamy deprecjonować drugiego człowieka, przestajemy go szanować. Mówiąc o takich osobach jak Mentzen czy Braun, powinniśmy pamiętać o ludziach, którzy na nich głosują. I o tym, że być może ta nie do przyjęcia narracja polityczna jednak do kogoś, z jakiegoś powodu trafia. I nie możemy wyeliminować tych wszystkich ludzi z rozmowy, tylko dlatego że nazwiemy ich idiotami. To nie jest debata publiczna, tylko porządek ustawki i być może za dwa lata tak Polska będzie wyglądała. Jestem gotowa na to, by jednak się spotkać. Bez rozmowy nic się nie uda. Nazwanie kogoś idiotą zamyka wszelką rozmowę. Nawiązując do tematu panelu prowadzonego przez dziennikarkę Dorotę Wysocką-Schnepf, Kasia mówiła także o wojnie informacyjnej, która zdominowała media. – Wojna informacyjna jest ważnym elementem tego, co się dzieje: wojna na opowieści, na narracje, na historie i na przekonanie nas na do jakiejś wizji świata. Media są od tego, by mówić o faktach, nawet jeżeli one są niespójne, niekoherentne i bardzo nam się nie podobają – zaapelowała.
Götza Aly’ego, wybitnego badacza i znawcę nazizmu, pytaliśmy „jak mogło do tego dojść”. Na podstawie wieloletnich badań historyk próbuje odpowiedzieć na trudne, ale niezwykle aktualne pytania. Dlaczego miliony zwykłych ludzi, niebędących przestępcami, wciągnięto w machinę zbrodni nazistowskiego państwa? Co sprawiło, że Niemcy lat 30. XX wieku dali się porwać brunatnej ideologii? Jak gospodarcza i polityczna słabość przerodziła się w społeczne przyzwolenie na przemoc? Na czym polegała rola milczącej większości? Jak zło może wyrastać z pozornie dobrych intencji – i co mówi nam to o współczesności? I co dziś może nam grozić, jeśli przestaniemy być czujni? Rozmawialiśmy o cienkiej granicy między słabością a siłą, która może prowadzić ku katastrofie – lub przed nią ocalić. – Gdy Hitler doszedł do władzy, ruszyła cała machina terroru, przemocy i obozów koncentracyjnych, ale jednocześnie wprowadzono wiele społecznych zabezpieczeń i praw obejmujących społeczeństwo niemieckie. Trwał kryzys gospodarczy, wielki procent Niemców żył na granicy egzystencji, 6 mln osób było bez pracy. I wtedy zastopowano możliwość podnoszenia czynszów, zakazano eksmisji, pomagano rolnikom. Ministerstwo Propagandy było bardzo inteligentnie obsadzone, w krótkim czasie zatrudniono tam dwa tysiące osób, wszystko podlegało Goebbelsowi. Udało mu się pozyskać wiele osób z lewicy, oferując im bardzo wysokie pensje – opowiadał Aly. Spotkanie poprowadziła Olga Mannheimer, tłumaczyła Karolina Golimowska.
Spotkanie z antropolożką kultury Joanną Tokarską-Bakir stało się okazją do refleksji nad przeszłością, która wciąż kształtuje naszą teraźniejszość. Rozmawialiśmy o jej książce Kocia muzyka. Historia chóralna pogromu krakowskiego (wydawnictwo Czarna Owca), która stanowi wstrząsające, a zarazem precyzyjne studium jednego z najboleśniejszych epizodów powojennej Polski: pogromu krakowskiego. Tokarska-Bakir stworzyła wehikuł czasu, który prowadzi czytelnika przez uliczki miasta i meandry zbiorowej pamięci. Oddała głos ofiarom, sprawcom i świadkom, przyglądając się mechanizmom przemocy i wyparcia. W rozmowie z Urszulą Glensk poruszone zostały kwestie mitu, wspólnoty i odpowiedzialności oraz roli, jaką literatura faktu może odegrać w konfrontacji z trudną historią. – Zabierając się do pracy nad tą książką, znałam tylko fasadę tej historii, która okazała się fałszywa, dlatego że w Krakowie milczy się o tej sprawie. Bardzo szanowani historycy badacze pisali, że „jedna ofiara to nie pogrom, musi być więcej ofiar”. Najskuteczniejszy pogrom to pogrom bez żadnej ofiary. To jest zamanipulowanie sytuacją, by grupa mniejszościowa została tak zastraszona, aby nie trzeba było rozlewu krwi. Nie będzie śledztwa. Jeszcze czeka na mnie książka o pogromie rzeszowskim, właśnie się do niej zabieram – zdradziła badaczka.
Z Halszką Witkowską i Moniką Tadrą, autorkami książki O śmierci samobójczej i tych, którzy pozostali (wydawnictwo Prószyński i S-ka), rozmawialiśmy o objętym społecznym tabu tematem samobójstw. Trudno pisze się o śmierci, jeszcze trudniej o niej rozmawiać, a najtrudniej po prostu słuchać. Pozostaje brak, cienie osób, które odeszły: mamy, dziadka, ucznia, koleżanki z pracy. Utrata jest dojmująca tak bardzo, że przechodzi na słowa. Dlatego łatwiej nie rozmawiać. Katarzyna Kolenda-Zaleska pytała, czy gdybyśmy rozmawiali, słyszeli i widzieli, do śmierci samobójczych wcale by nie doszło. – Za samobójstwem nigdy nie stoi jeden powód. Za samobójstwem zawsze stoi historia człowieka. Trudne doświadczenia zostawiają blizny. Z każdą kolejną blizną nasza odporność spada, wyczerpuje się nasza energia życiowa. Któraś z kolei rana może przelać czarę goryczy – opowiadała Witkowska, suicydolożka. Mówiła także o tych, którzy pozostają – osobach, które straciły bliskich w wyniku śmierci samobójczej. – To co bardzo utrudnia żałobę po śmierci samobójczej, to ostracyzm społeczny. Bardzo łatwo nam przychodzi oceniać innych, ich życie. Najgorzej jest w przypadku śmierci nastolatka. Rodzice często walczą o dzieci, a gdy nie udaje im się tego dziecka uratować, nie otrzymują wsparcia, tylko słyszą że byli patologiczną rodziną, nie mieli czasu dla dziecka, skupili się na karierze. Najważniejsze, by być i być w kontakcie, pytać, dzwonić, nie bać się rozmawiać – tłumaczyła.
Postawiliśmy pytanie o regulacje w dostępie do mediów społecznościowych, zapraszając do debaty przedstawicieli nauki i biznesu: medioznawczynię Katarzynę Bąkowicz, dyrektorkę Google Cloud w Polsce Magdalenę Dziewguć, historyka i socjologa Adama Leszczyńskiego oraz przedsiębiorcę i współzałożyciela Uniwersytetu SWPS Piotra Voelkela. Wprowadzane w niektórych krajach regulacje dostępności do mediów elektronicznych i komunikacji sieciowej budzą zainteresowanie, rozpalają dyskusje, kuszą, ale też mnożą wątpliwości i pytania. Chcieliśmy przyjrzeć się, czy to głos rozsądku, czy marzenie o cenzurze, a także czy jest to szansa na znalezienie sposobu, by poradzić sobie zarówno na poziomie globalnym, prawnym, jak i jednostkowym z szerzącą się manipulacją i dezinformacją. Prowadzący panel badacz komunikacji społecznej prof. dr hab. Igor Borkowski pytał, jak i gdzie identyfikować przestrzenie regulacji oraz czy nie jest już na nie za późno. – Jeżeli zasady, które mamy w życiu społecznym, przepisy prawne, tym oflajnowym, przeniesiemy do Internetu, może wtedy dopiero uda się te negatywne zachowania wyrugować – oceniła Katarzyna Bąkowicz. – Potrzeba mądrej regulacji, która nie ogranicza swobody wypowiedzi, jest paląca – podkreślił Adam Leszczyński.
Z Wojciechem Tochmanem, zaangażowanym w pomoc zwierzętom w Ukrainie i organizację akcji ratunkowych, rozmawialiśmy właśnie o pozaludzkich ofiarach wojny. Reporter od zawsze interesuje się pokrzywdzonymi – pisze i opowiada zwłaszcza o tych, którym odebrano głos albo nigdy nie przyznano prawa do obrony. Zabiera czytelników w miejsca nieprzyjazne, dotknięte wojną, zbrodnią, naznaczone cierpieniem, pisze o przemocy, bólu, bada granice człowieczeństwa. Małgorzacie Kolankowskiej opowiadał także o swoim doświadczeniu w relacjonowaniu dramatycznych momentów historii i poczuciu reporterskiej odpowiedzialności. – Ludobójstwo zaczyna się od słów, od mowy nienawiści. Uważam, że skoro ludzie ludziom to robią, to wszyscy inni ludzie powinni o tym wiedzieć. Wierzę, że mówienie i pisanie o tym ro rodzaj szczepionki – powiedział.
Przyglądaliśmy się zmianom w przyrodzie, w tym między innymi gatunkom inwazyjnym, które są jak soczewka skupiająca szereg krytycznych kwestii i jak lustro, w którym możemy przyjrzeć się samym sobie. Pytaliśmy, czy człowiek nie jest także gatunkiem inwazyjnym, i to wyjątkowo groźnym. Antropogeniczne zmiany w przyrodzie, takie jak zanieczyszczenie i fragmentacja ekosystemów, zmniejszenie bioróżnorodności czy rozchwianie klimatu, tworzą obraz coraz częściej określany jako szóste globalne wymieranie. Gatunki inwazyjne prowokują nas od zadania istotnych pytań o współczesny świat, o to, jak rozumiemy przyrodę i nasze w niej miejsce, a także o język, za pomocą którego kształtujemy rzeczywistość. W debacie prowadzonej przez filozofa Krzysztofa Łapińskiego udział wzięli lekarka weterynarii i dziennikarka Dorota Sumińska, dziennikarz i działacz na rzecz ochrony przyrody Adam Wajrak oraz botaniczka i poetka Urszula Zajączkowska.
Adam Wajrak wziął udział także w rozmowie z prawniczką–adwokatką zwierząt i aktywistką Karoliną Kuszlewicz. Była mowa o zaangażowaniu i odpowiedzialności dziennikarskiej, o ochronie przyrody, w tym o masowej wycince drzew przy Bugu oraz w Puszczy Białowieskiej, o planowanych odstrzałach wilków oraz niedźwiedzi w Bieszczadach, o fake newsach i dezinformacji dotyczącej drapieżników, w tym wilków. – Jestem niewygodny, gdy władza robi głupoty, bez względu na to, jaka to władza i z której strony. Polska mogłaby być świetnym przykładem ochrony przyrody dla innych państw unijnych. Na tle Europy jesteśmy naprawdę wyjątkowi. Gdyby politycy nie płynęli z populistycznym nurtem, mogliby uczynić z tego oręż. Mam takie przeczucie, że degrengolada każdej władzy zaczyna się od zadzierania z przyrodą – powiedział Wajrak. – Każde niszczenie przyrody to okradanie nas z czegoś, co mogłoby nas chronić przed katastrofą klimatyczną. Nowoczesne społeczeństwa nie akceptują zabijania dla samego zabijania. Bardzo chciałbym zachęcić państwa, byśmy patrzyli na przyrodę, bo ona daje wielką nadzieję – zaapelował.
Karolina Kuszlewicz poprowadziła debatę Polowanie na prawdę, w trakcie której analizowaliśmy kłamstwa i manipulacje powielane przez myśliwych: te na poziomie języka i te na poziomie konkretnych czynów.Rocznie zabijają prawie milion zwierząt w ich naturalnym środowisku. Na ich krew mówią „farba”. Odbieranie życia czującym istotom klasyfikują jako „pozyskiwanie”. Twierdzą, że są specjalistami w zakresie ochrony przyrody. Swoimi wpływami sięgają głęboko, mają zawsze reprezentację polityczną pilnującą ich interesów. To sprawia na przykład, że – choć poruszają się z bronią palną po terenach publicznie dostępnych – nie muszą przechodzić okresowych badań lekarskich. Pytała o to, co wiemy, a czego wciąż nie możemy się dowiedzieć o ich działalności, kto i ile zarabia na sprzedaży polowań w Polsce, czy możemy czuć się bezpiecznie, wchodząc do lasu, a także jaka jest skala wpływów myśliwych w polskim parlamencie. W dyskusji wzięli udział działacz na rzecz ochrony przyrody i podsekretarz stanu w Ministerstwie Klimatu i Środowiska od 2023 roku – Mikołaj Drożała oraz Radosław Ślusarczyk ze Stowarzyszenia Pracownia na rzecz Wszystkich Istot. – W Polsce zabija się 827 tysięcy zwierząt rocznie, to są dane z 2023 roku. Na początku XXI wieku było to około 500 tysięcy rocznie, ta liczba wzrosła i od kilku lat utrzymuje się na podobnym poziomie. To są jelenie sarny, dziki, lisy, ale też ptaki – lista gatunków łownych jest długa. Polska jest podzielona na obszary łowieckie, mamy ich około 4700 i nie są to tylko tereny leśne. Myśliwych jest w Polsce około 120 tysięcy – wyliczał Ślusarczyk. – To jest promil ogółu społeczeństwa, który zabija prawie milion zwierząt rocznie. Na 1000 osób uprawnionych od głosowania przypada czterech myśliwych. Dlaczego więc władza myśliwych jest wciąż tak silna? – dociekała Kuszlewicz.
Przyglądaliśmy się też manipulacjom i dezinformacji skupionej wokół wilka jako gatunku niebezpiecznego i zagrażającego człowiekowi. W debacie Nie wywołuj wilka z lasu prowadzonej przez Radosława Ślusarczyka wzięli udział socjolog środowiska Piotr Chmielewski, Michał Figura ze Stowarzyszenia dla Natury „Wilk” oraz teriolożka Katarzyna Kozyra-Zyskowska. – Hejt dotyczy też przyrody. Mamy do czynienia z nagonką i demonizacją gatunku wilka – powiedział Ślusarczyk. Katarzyna Kozyra-Zyskowska dodała: – Rzeczywiście wilk wzbudza ambiwalentne uczucia. Z jednej strony podziwiamy jego dzikość, niezależność, strukturę społeczno-rodzinną. Z drugiej strony mamy do czynienia z mową nienawiści, demonizacją wilka. A jest to przecież gatunek bardzo pożyteczny, który pełni wiele pozytywnych funkcji w ekosystemie – podkreśliła badaczka. – Ale przez nagonkę medialną, przez narrację, teksty kultury, wilk stał się symbolem zła.
Przez znaczną część Festiwalu, w różnych lokalizacjach, była z nami akcja edukacyjna Tour de Konstytucja, czyli kontynuacja obywatelskiej działalności edukacyjno-informacyjnej prowadzone przez Fundację Kongres Obywatelskich Ruchów Demokratycznych. Pojawili się u nas Kinga Dagmara Siadlak, Igor Tuleya, Danuta Przywara, Magdalena Bartosiewicz, Wojciech Hermeliński, Sasza Ayache-Hermeliński, Janka Dobkowska, Iga Dobkowska, Klara Nadolska, Sandra Żuk Grzejszczyk, Małgorzata Hallwell, Olimpia Mainka oraz Robert Hojda. W ramach akcji uświadamiają, jak ważne dla funkcjonowania demokratycznego państwa są praworządność i przestrzeganie przepisów konstytucji. Podczas trwającej latem V edycji przedsięwzięcia koncentrowali się na promowaniu idei godności człowieka, która jest podstawową wartością wynikającą właśnie Konstytucji RP. Mówili o problemach z naruszaniem godności, takich jak mobbing w miejscu pracy, brak dostępu do ochrony zdrowia, trudności mieszkaniowe, wykluczenie osób z niepełnosprawnościami, naruszenia prywatności w przestrzeni cyfrowej czy przemoc językowa i dyskryminacja. Także o zagrożeniach systemowych – autorytaryzm, populizm i dezinformacja, które osłabiają fundamenty demokratycznego państwa prawa. W tym roku na stanowisku TdK można było założyć kombinezony symulujące starość, by odczuć ograniczenia fizyczne, z jakimi mierzą się osoby starsze w codziennym życiu, skorzystać z technologii VR, która symuluje percepcję osób w spektrum autyzmu, pozwalając zrozumieć ich potrzeby sensoryczne i wyzwania komunikacyjne, a także poruszać się na wózku inwalidzkim, by osobiście doświadczyć barier architektonicznych i społecznych, z jakimi spotykają się osoby z niepełnosprawnościami. Towarzyszyła im również ekipa filmowa, która przygotowuje film dokumentalny o akcji Tour de Konstytucja.
Pasmo Latającego Uniwersytetu Ludowego (LUL) jest nieodłącznym elementem Gór Literatury. Zaprosiliśmy naszych uczestników na wykłady, seminaria i warsztaty o zróżnicowanej tematyce, które zostały przeprowadzone nie tylko w salach i pracowniach, ale też w lasach, nad wodą i rezerwacie przyrody. Chociaż wszystkie proponowane przez nas wydarzenia mają wartość dydaktyczną, jesteśmy nastawieni na naukę w duchu uniwersytetów latających, których historia sięga XIX wieku. W naszych oczach edukacja polega na niekończącym się dialogu, wymianie myśli i inspiracji, na bezustannym rozwijaniu nie tylko wiedzy, ale i siebie – także w rozumieniu „wychodzenia z siebie”, zyskiwania innej perspektywy, poszerzania horyzontów i próbowania nowych rzeczy. W tym roku przygotowaliśmy zajęcia z bardzo różnych dziedzin: od antropologii, historii, filozofii, literatury i psychologii, po codzienną i niecodzienną komunikację. Wiele z zajęć odnosiło się wprost do demitologizowania zjawisk manipulacji, dezinformacji, bejtu i przeciwdziałania im. W trakcie dziewięciu dni odbyły się 24 sesji warsztatowe, w których uczestniczyło blisko 830 osób.
Integralną częścią naszego Festiwalu są warsztaty kreatywnego pisania, których uczestników wyłaniamy wcześniej w drodze konkursu na krótki tekst prozatorski, nawiązujący w dowolny sposób do ogólnego hasła zaproponowanego przez prowadzących. W tym roku autorkom i autorom nadsyłanych opowiadań towarzyszył temat „Fikcja, fiksacja, mistyfikacja”. Twórcy łączyli te zjawiska albo opisywali je pojedynczo, wymyślając rozmaite sytuacje ich współwystępowania. Fikcja może być dobroczynna, a nawet terapeutyczna, zdarzają się jednak jej wystąpienia złośliwe, złowieszcze, okrutne i złe. Tak samo może być z mistyfikacją, wszystko zależy, jakiemu panu służy i jaką rolę chce odegrać. A co zrobić z globalnymi mistyfikacjami, rzucającymi cień na życie ludzi i narodów? – z tym pytaniem mierzyli się uczestnicy warsztatów. Poszczególne moduły poprowadzili Karol Maliszewski, Miłka Malzahn i Zbigniew Kruszyński.
Od kilku lat towarzyszy nam realizowane w ramach LUL-u seminarium „Ex-centrum” Edwina Bendyka, prezesa zarządu Fundacji im. Stefana Batorego, dziennikarza, publicysty i pisarza, zajmującego się tematyką cywilizacyjną oraz relacjami między nauką i techniką a polityką, gospodarką, kulturą, życiem społecznym. Uczestnicy wspólnie z prowadzącym szukali ex-centrycznej perspektywy otaczających nas zjawisk, starając się zrozumieć istotę rzeczy w niekonwencjonalny sposób. Nazwę „ex-centrum” wymyśliła i propaguje nasza fundatorka, co skutkowało między innymi powstaniem Akademickiego Centrum Badań. Ex-centrum Olgi Tokarczuk na Uniwersytecie Wrocławskim. Na seminariach Edwina Bendyka uczestnicy rozmawiali o ex-centrycznym „pluriwersum” – archipelagu ex-centrycznych lokalności, z których każda może być środkiem świata i punktem odniesienia. Opowiadali również o języku, który wyklucza, szczególnie w kontekście mediów społecznościowych. – Nie sposób nie zauważyć, że obracamy się w „swoich” bańkach, poprzez które umacniamy podziały, podkręcamy emocje językiem nienawiści, osłabiamy integrację społeczną. Podstawą tworzenia opcji alternatywnych powinno być odwoływanie się do zasady wyobraźni, która jest syntezą zasady nadziei i zasady odpowiedzialności – uważa Edwin Bendyk. – Przyszłość nie jest w tej chwili zdeterminowana, choć wiele procesów ma nieodwracalny charakter. Konsekwencje zmian klimatycznych będą narastać i kształtować rzeczywistość przez setki lat, nawet jeśli uda się powstrzymać wzrost temperatury atmosfery. To jednak nie oznacza, że jesteśmy skazani na apokalipsę, ciągle mamy wybór.
Nie mogło zabraknąć cieszących się dużą popularnością seminariów Magdaleny Środy, filozofki, profesorki Uniwersytetu Warszawskiego. W nawiązaniu do motywu wiodącego tegoroczny Festiwal zostały zatytułowane „Jak działać słowami. Od retoryki do propagandy”. Uczestnicy starali się przedyskutować następujące pytania: W jaki sposób uzasadniamy nasze przekonania etyczne i polityczne? Czy można dla nich znaleźć argumenty podobne do tych, które znajdujemy dla przekonań naukowych? Na czym polega charakter wartości, które wyznajemy? Jakie funkcje pełni język, który odnosi się do powinności i ocen? Czy moralność da się uzasadnić, czy jest „sztuką perswazji”? Jaka jest różnica między perswazją, manipulacją i propagandą? Czym różni się retoryka od erystyki?
Po raz kolejny zajęcia w ramach LUL-u przygotowała prawniczka Karolina Kuszlewicz. W trakcie warsztatu zatytułowanego „Odwagi, empatii i wiedzy! Tego potrzebują od nas zwierzęta” podzieliła się swoimi metodami stawania w obronie zwierząt i zabrała osoby uczestniczące w drogę przez odwagę, empatię i wiedzę. Ich połączenie ma moc czynienia zmian. Przekonywała się, że prawo – nawet to niedoskonałe – daje nam dziś pewne narzędzia do działania. – A naszym obowiązkiem jest umieć wycisnąć z tego prawa wszystko, co tylko możliwe dla wszystkich odczuwających istot – uważa Kuszlewicz.
Wojciech Tochman, reporter i autor książek takich jak Schodów się nie pali, Jakbyś kamień jadła czy Pianie kogutów, płacz psów, poprowadził dwa warsztaty: „Sztuka reporterska” oraz „Książka reporterska”. Starał się przybliżyć uczestnikom, którzy nie musieli być adeptami dziennikarstwa, czym jest reportaż, temat na reportaż, jak przeprowadzić dokumentację, jak rozmawiać z ludźmi, w jaki sposób zorganizować zebrany materiał. Udzielił wskazówek, jak pisać, by nie nudzić, nie szkodzić, nie moralizować, ale poruszać i skłaniać do myślenia.
Magdalena Grzebałkowska i Ewa Winnicka, autorki podcastu i książek z cyklu Jak się starzeć bez godności (wydawnictwo Agora) poprowadziły pełen humoru warsztat o tej samej nazwie. Kiedy kończy się nasza młodość? I czy od razu po niej przychodzi starość? Czy istnieje stan przejściowy, a jeśli, to jak go rozpoznać? Znane i szanowane reporterki zadają pytania fundamentalne i graniczne. A wszystko z dystansem do siebie i innych, a przede wszystkim do tego, co nazywane jest starością.
W animistycznym cyklu LUL odbyły się warsztaty z Walerym Topojewem „Szamanizm a współczesność – prawda, mit, manipulacja”. W trakcie moderowanej przez Katarzynę Byłów rozmowy z Walerym Topojewem, doktorem nauk psychologicznych, który od ponad 25 lat praktykuje tradycję chakaskiego szamanizmu, przyglądaliśmy się szamańskiemu obrazowi świata. Uczestnicy zastanawiali się, jak w jednej osobie mogą współistnieć szamanizm i naukowe spojrzenie na rzeczywistość oraz dlaczego słowo „szamanizm” przyciąga tak wielu i staje się podstawą całego rynku usług oferowanych przez osoby, które nie są szaman(k)ami. Zostały poruszone zagadnienia związane z historią i współczesnością szamanizmu na Syberii. W nawiązaniu do tegorocznego tematu festiwalu – dezinformacji i manipulacji – uczestnicy rozmawiali o rosnącym zainteresowaniu szamanizmem w świecie zachodnim.
Dziennikarze, filozofowie oraz autorzy książki Siedem życzeń. Rozmowy o źródłach nadziei: Katarzyna Kasia i Grzegorz Markowski poprowadzili warsztat „Jak rozmawiać publicznie, nie obrażając”. Uczestnicy zajęć otrzymali narzędzia, by komunikować się ze sobą w sposób wolny od agresji i uzyskiwać obustronne porozumienie. – Jesteśmy przekonani, że taka umiejętność w czasach narastającej polaryzacji przyda się zarówno w życiu publicznym, jak i przy rodzinnym stole – przekonują prowadzący.
Lena Bielska, certyfikowana trenerka samoobrony, trenerka antydyskryminacyjna oraz psychoterapeutka poprowadziła warsztaty języka inkluzywnego, podczas którego starała się stworzyć przestrzeń do zrozumienia znaczeniowych niuansów, społeczno-politycznego kontekstu i równościowych wyzwań. Uczestnicy zajrzeli w arkana tajemnej wiedzy płynącej z uproszczeń i stereotypów, sprawdzili też, co dla każdej osoby oznacza w praktyce język równościowy, inkluzywny oraz pełen szacunku do człowieka, a także świata przyrody. Dowiedzieli się, czym jest język deficytu, jak szerokie jest znaczenie mowy nienawiści oraz jak zwiększyć świadomość siły używanych przez siebie słów.
Warsztaty kuchni wegańskiej i wspólny posiłek z Dominiką Olejnik (Stewunią) i z Kacprem Potępskim były pretekstem do rozmowy na temat transpłciowości, równości i neuroróżnorodności. Prowadzący przekonują, że wspólne gotowanie to coś więcej niż przygotowywanie posiłków – to sposób na zacieśnianie więzi, otwieranie się na siebie nawzajem i tworzenie atmosfery sprzyjającej szczerym rozmowom. Spotkanie połączyło troskę o relacje międzyludzkie z ideami zrównoważonego życia, ekologii i uprawy własnych warzyw, pozwalając na jednocześnie głęboki i przystępny dialog.
Jedzenia i kuchni dotyczył także warsztat przygotowany przez dietetyczkę kliniczną i psychodietetyczkę Katarzynę Błażejewską-Stuhr. Prowadząca opowiadała, jak działa ciało człowieka, do czego potrzebne jest nam jedzenie i jak oddzielać sprawdzone źródła informacji od pseudonaukowego bełkotu. Zajęcia „Pozytywne jedzenie – obalanie mitów i zdrowa relacja z ciałem i odżywianiem” miały na celu pomóc uczestnikom odzyskać spokój w relacji z jedzeniem i nauczyć się patrzeć na dietę bez lęku, restrykcji i niepotrzebnych zakazów.
Zaproponowaliśmy warsztaty „Antycyganizm jako globalne zjawisko kształtujące los społeczności romskich” z Elżbietą Mirgą-Wójtowicz, politolożką, badaczką romskiego pochodzenia, adiunktką w Ośrodku Badań nad Migracjami Uniwersytetu Warszawskiego. Wykładowa część warsztatów podjęła temat antycyganizmu jako specyficznej formy rasizmu wobec Romów, szczególnie widocznej w kontekście wojny w Ukrainie. Autorka łączy osobiste doświadczenie z analizą sytuacji uchodźców romskich, ukazując mechanizmy wykluczenia, stereotypizacji oraz instytucjonalnej dyskryminacji. Przedstawiła historyczne korzenie antycyganizmu – od niewolnictwa po Zagładę – oraz współczesne formy nierównego traktowania Romów z Ukrainy w Polsce i Europie. Po wykładzie odbyła się projekcja filmu współrealizowanego przez prowadzącą w ramach projektu pomocowego na rzecz ukraińskich Romów: I żeby wojna się skończyła oraz dyskusja.
Jan Mancwel oraz członkowie stowarzyszenia Stolovelasy: Lucyna Piwowarska-Dmytrów, Wojtek Grzesiak i Michał Derencz zabrali uczestników warsztatu na spacer zatytułowany „Relacje – ludzie i rzeki” i nawiązujący do powodzi, która w poprzednim roku spustoszyła tę część Dolnego Śląska. Ze Wzgórz Ścinawskich, gdzie odbywa się gros Festiwalu Góry Literatury, roztacza się piękny widok, a jego nieodłączną częścią jest rzeka. Rzeka Ścinawka, zazwyczaj niepozorna i łagodna, potrafi pokazać swoją siłę. To rzeka transgraniczna – bierze początek w gminie Mieroszów, przepływa przez Czechy, by następnie ponownie przekroczyć granicę i wpłynąć na teren gminy Radków od strony wsi Tłumaczów. We wrześniu 2024 roku, po intensywnych opadach, zasilona wodami dopływów – Włodzicy, Pośny i Dzika, wypełniła dolinę wodą, zmieniając łąki i pola w gigantyczne rozlewisko. Obecnie w przestrzeni publicznej trwają konsultacje na temat ochrony przeciwpowodziowej, a jednym z rozważanych rozwiązań są suche zbiorniki retencyjne, mające ograniczyć ryzyko powtórzenia się podobnych zdarzeń. Podczas warsztatu prowadzący nie opowiadali się za konkretnym stanowiskiem, nie próbowali rozstrzygnąć dylematu mieszkańców i władz, lecz zaprosili uczestników do przyjrzenia się temu miejscu – jego naturalnemu i kulturowemu krajobrazowi. Spróbowali wyobrazić sobie, jak zmieni się ten pejzaż, gdy zostanie przekształcony w trosce o bezpieczeństwo, a także lepiej zrozumieć to miejsce: jego historię, funkcje, zależności.
Lucyna Piwowarska-Dmytrów, Wojtek Grzesiak, Michał Derencz i Paulina Jóźwin o świcie poprowadzili uczestników spaceru-warsztatu fragmentem ROS-y, czyli Radkowskiej Obwodnicy Spacerowej. To trasa wycieczkowa oraz projekt społeczny rozwijany od 2023 roku przez Towarzystwo Krajoznawcze „Krajobraz” oraz Stowarzyszenie Proaktywnych Mieszkańców Gminy Radków „Stolovelasy. Trasa została wytyczona w ramach projektu „Nowa turystyka”, realizowanego w programie Aktywni Obywatele: Fundusz Krajowy. W trakcie projektu w sposób partycypacyjny zostały opracowane lokalne wizje rozwoju zrównoważonej turystyki w wybranych lokalizacjach na terenie Polski. W efekcie diagnozy lokalnej (analiza danych zastanych, cykl wywiadów indywidualnych i grupowych, narada społeczności lokalnej) wypracowano wizje atrakcji turystycznej nowej generacji – z troską o minimalizowanie negatywnego wpływu turystyki na przyrodę oraz harmonijnym włączaniem przedstawicieli społeczności lokalnej w korzyści z turystyki. Jednym z kluczowych warunków tworzenia zrównoważonej turystyki jest odciążenie najbardziej popularnych, zatłoczonych miejsc w Parku Narodowym Gór Stołowych. Trasa zawierająca wybrane odcinki w otulinie Parku stanowi alternatywę dla najbardziej popularnych jego punktów, a jednocześnie podkreśla wartościowe miejsca decydujące o lokalnej tożsamości. ROS-a powstała z miłości do natury i przekonania, że aktywne spędzanie czasu na świeżym powietrzu to nie tylko solidne wsparcie zdrowia. To też przygoda, budowanie relacji pomiędzy wędrowcami i tym, co nas otacza. Cała ROS-a to ponad 24 kilometry, prowadzi drogami leśnymi i polnymi ścieżkami, które układają się w pętlę wokół Radkowa. Spacer był okazją do zachwytu przyrodą, remedium na przebodźcowanie, chwilą wytchnienia od codziennej rutyny, a także sensoryczną kąpielą.
Na spacer poetycko-przyrodniczy zabrała warsztatowiczów Urszula Zajączkowska. Rozpoczęła od krótkiego wprowadzającego seminarium – o tym, jak patrzeć na rośliny, by czytać historię ich trwania: ślady wzrostu, ran, przemian. Następnie uczestnicy poszli do lasy – uważnie, powoli, z narzędziami skupienia: poezją, ciszą i mikroskopem. Zajrzeli w liście borówki, prześledzili łuski bukowej kory, poczytali ich litery-komórki. Było ćwiczenie z obecności, zmysłów i uważności na życie zapisane w materii innej niż ludzka. Odbyły się dwa takie spacery-warsztaty.
Historyk Jakub Gałęzowski, który zajmuje się historią mówioną i badaniami biograficznymi, poprowadził warsztat „Historia mówiona w mojej okolicy” skupiający się na wartości wywiadów jako źródeł historycznych. Wyjaśnił, co odróżnia historię mówioną od innych metod prowadzenia wywiadu, czy każdy przeprowadzony wywiad można zaliczyć do historii mówionej oraz jaki sposób taką rozmowę przeprowadzić. Mówił o specyficznym podejściu do osoby prowadzącej narrację i wyłaniającego się z niej dialogu, o historycznym zakresie użycia tej metody i o wyzwaniach, jakie niesie. Praktyczna część wydarzenia dotyczyła warsztatu praktyka historii mówionej oraz pracy ze źródłami mówionymi w bezpośredniej okolicy osób uczestniczących.
W ramach pasam edukacyjnego wyświetliliśmy film Kos w reżyserii Pawła Maślony, według scenariusza Michała A. Zielińskiego. Jego akcja dzieje się wiosną 1794 roku, do Polski wraca generał Tadeusz „Kos” Kościuszko, by wzniecić powstanie przeciw Rosji. To szczególny przykład filmu historycznego, w którym dynamiczna opowieść o Kościuszce jest tak naprawdę historią mitu o bohaterze narodowym i diagnozą polskości. Przy czym nie jest to diagnoza pewna swych racji, raczej aktywnie obserwująca i interpretująca niż stawiająca niepodlegające dyskusji tezy. Po projekcji odbyła się dyskusja, w której udział wzięli psycholog społeczny Michał Bilewicz i historyk Adam Leszczyński, obaj badający w swojej pracy naukowej – choć na różnych polach – fenomen polskości właśnie. Rozmowę moderował Edwin Bendyk, a na polski język migowy przetłumaczyła Agata Mizieńczuk.
Jesteśmy dumni, że udało nam się w tym roku powiększyć pasmo skierowane do dzieci i młodzieży, czyli Małe Góry Literatury. Wierzymy, że miłość do literatury rośnie razem z małym człowiekiem. Najważniejsza rola w tym wszystkim należy do rodziców, dziadków i rodzeństwa, a może i do dobrych ciotek-wróżek czytających do poduszek. Ważni w procesie zauroczenia są też autorzy i autorki książek oraz oczywiście osoby kreślące kolory i kształty włosów bohaterek literackich, malujące groszki na koszuli głównego bohatera czy dorysowujące wąsy kotkom. Wszyscy sprzyjają zakochiwaniu się, odkrywaniu upodobań czytelniczych i poszerzaniu świata małych odkrywców i odkrywczyń o kolejne planety do zwiedzenia. Umożliwiliśmy młodym uczestnikom spotkanie z różnymi bohaterami, między innymi pisarzami i pisarkami, ilustratorkami, dziennikarzami i dziennikarkami, przyrodnikam i przyrodniczkami. Zaproponowaliśmy szereg różnorodnych warsztatów i lekcji, spotkania, a także spektakl teatralny. Udział we wszystkich był bezpłatny. W 14 sesjach warsztatowych wzięło udział przeszło 430 osób.
Krzysztof Łapiński, filozof, tłumacz i dziennikarz poprowadził warsztaty nawiązujące do tematu przewodniego tegorocznego Festiwalu. Na zajęciach „Jak poradzić sobie z trollem?”uczestnicy dowiedzieli się, czym są plotka, hejt i fake newsy i co to znaczy „nie karmić trolli”. Poznali sposoby na poradzenie sobie ze złośliwymi docinkami. Rozmawiali również o tym, że z pomagania i empatii można czerpać wiele dobrej energii.
Dziennikarka radiowej Trójki, Katarzyna Stoparczyk, od lat tworząca programy z dziećmi, o dzieciach i dla dzieci, dwukrotnie poprowadziła warsztaty radiowe dla najmłodszych. Wspólnie z uczestnikami szukała odpowiedzi na pytanie „czy radio ma duszę?”. – W radiu wszystko jest możliwe. Także to, że właśnie ty niebawem zostaniesz profesjonalnym łowcą dźwięków. A może nawet dziennikarzem? – przekonywała młodych adeptów sztuki radiowej. Dwóch uczestników warsztatów – Karol i Filip – wzięło następnie udział w audycji „Zagadkowa niedziela” nadawanej na żywo z naszego Festiwalu. – Do czego człowiekowi są potrzebne góry literatury? – zapytała prowadząca. – Żeby żyć – odparł Karol.
Katarzyna Stoparczyk od lat rozmawia także z nastolatkami w kryzysie. Z tych rozmów narodził „Dajcie nam głos!! Kasia Stoparczyk i Dzieci”. Autorka jest przekonana, że dzięki przejmująco szczerym i odważnym wypowiedziom młodych ludzi dorosły świat ma szansę dowiedzieć się, czego najbardziej potrzebuje od niego dorastający człowiek. Stąd też warsztaty „Dajcie nam głos”, które były skierowane zarówno do młodzieży, jak i rodziców, opiekunów, czy osób pracujących z nastolatkami. Uczestnicy obejrzeli najbardziej poruszające fragmenty rozmów nagranych przez Stoparczyk, następnie dyskutowali o nich. Zgodnie z ideą przyświecającą dziennikarce, oddała ona głos osobom uczestniczącym w warsztatach, bo „głos młodego pokolenia jest najważniejszy”.
Upomnieliśmy się o pozycję ilustratorek i ilustratorów w świecie literackim jako pełnoprawnych twórczyń i twórców. W panelu „Od pomysłu do książki – spotkanie słowa z obrazem”, prowadzonym przez dziennikarkę i rzeczniczkę FGL Dorotę Oczak-Stach, gościliśmy pisarki i ilustratorki: dwa duety artystyczne i cztery osobne autorki – Sylwię Chutnik, Malwinę Hajduk, Olą Szmidę i Agatę Romaniuk. Rozmawialiśmy o ich wspólnych dokonaniach takich jak seria Kocia szajka (wydawnictwo Agora dla dzieci) czy Łobuziary. Najfajniejsze bohaterki literackie (wydawnictwo Znak Literanova), ale też indywidualnych ścieżkach twórczych. Autorki opowiadały o modelach współpracy i praktyce twórczej, wzajemnych inspiracjach, o tym, jak powstają ich ilustrowane książki oraz dlaczego nie są to tylko „książki z obrazkami”. – Ja bym bardzo chciała, aby książki dla dorosłych był ilustrowane. Przetwarzamy świat także przez wzrok, łakniemy obrazów, zasługujemy na dobrą kreskę w tekstach dla dorosłych – mówiła Agata Romaniuk. Zastanawialiśmy się także, czym w ogóle jest dobra ilustracja, dlaczego tak silnie determinuje odbiór treści książki, zwłaszcza przez młodego czytelnika i jak się ma to do pracy wyobraźni. Panel był tłumaczony na polski język migowy przez Annę Zakrzewską. Uczestniczki dyskusji poprowadziły także warsztaty dla dzieci i młodzieży.
Sylwia Chutnik przekonywała, że każdy może zostać łobuziarą (albo łobuziakiem). W swojej książce i podczas zainspirowanych nią warsztatów opowiedziała o odważnych i niezależnych bohaterkach literackich, takich jak zarozumiała, ale przyjacielska i empatyczna Hermiona, Pippi kpiąca z zasad dorosłych oraz Małą Mi, która nie da sobie w kaszę dmuchać. Chutnik pokazała uczestnikom i uczestniczkom, że dziewczynki mogą bawić się samochodzikami, dziewczynki mogą wspinać się po drzewach, dziewczynki mogą być mądre i sprytne, dziewczynki mogą być sobą.
Ola Szmida, ilustratorka i autorka komiksów, a także reżyserka filmów animowanych poprowadziła warsztaty ilustratorskie. Dzięki swojej szerokiej perspektywie artystycznej mogła podpowiedzieć uczestnikom i uczestniczkom warsztatów, jak znaleźć własny, wyjątkowy sposób na radzenie sobie z emocjami za pomocą wybranej metody graficznej. Szmida wierzy w moc terapeutyczną sztuki i ekspresji artystycznej. Pokazała, że daje możliwości wypowiedzenia emocji, często tych trudnych do nazwania, kreatywnego wyżycia się, wyrażenia siebie i podkreślenia swojej indywidualności.
Warsztaty ilustratorskie poprowadziła także Malwina Hajduk, ceniona artystka i projektantką graficzna. Dzieci znają ją przede wszystkim jako tę, która nadała wygląd Komandosowi, Loli, Morfeuszowi, braciom Pikselom i innym członkom Kociej szajki (wydawnictwo Agora), bestsellerowej serii spod pióra Agaty Romaniuk. Na naszym Festiwalu zaproponowała zajęcia z zakresu grafiki artystycznej, które pomogły uczestnikom wyżyć się kreatywnie. Zostało namalowanych wiele kotów – ale nie tylko.
Dzieci miały okazję spotkać się również z Agatą Romaniuk, a rozmowa o kotach i kolejnych przygodach Kociej szajki zdominowała warsztaty. Pisarka poprowadziła także „kocią jogę”, czyli zajęcia ruchowe powiązane z książkową serią.
Pan od Detektywa Pozytywki, Kuby i Buby czy Kacperiady zabrał młodych czytelników na kolejne przygody – tym razem w głąb siebie, by porozmawiać o uczuciach. Grzegorz Kasdepke udzielił lekcji zainspirowanej jego Wielką księgą uczuć. – Bo rozmowa o uczuciach prowadzi do poznania siebie. A poznanie siebie do radości, ale też do smutku czy złości – przekonuje autor. Zatem rozmawiał z dziećmi o różnych emocjach i stanach, by poznać je, zebrać i zaakceptować.
Dorota Sumińska, lekarka weterynarii, autorka i dziennikarka poprowadziła poruszającą lekcję o zwierzętach pozaludzkich i ich miejscu w świecie zdominowanym przez człowieka. Wspólnie z dziećmi przyjrzała się temu, jak traktujemy inne istoty i w jaki sposób nasze codzienne wybory wpływają na ich życie. Na spotkaniu zatytułowanym „Zwierzę ci się”szczególną uwagę poświęciła zwierzętom domowym – tym, które żyją najbliżej nas, a mimo to często nie dostrzegamy, jak bardzo są do nas podobne. Przypomniała, że zwierzęta czują, pamiętają, przywiązują się i cierpią – tak jak ludzie. Podczas lekcji rozmawiała z dziećmi o odpowiedzialności, jaką ponosimy za ich los, o prawach zwierząt, weganizmie oraz o tym, jak nasze wybory mogą zmieniać świat – nie tylko dla nich, ale i dla nas samych.
Adam Wajrak poprowadził ekologiczną lekcję „Natura pod ochroną”. Opowiedział o swoich przygodach z dzikimi zwierzętami, pokazał, jak można żyć w zgodzie z naturą i dlaczego ochrona środowiska jest dziś tak ważna. Opowiedział wiele ciekawostek, w tym z ostaniej wyprawy na biegun północny. Poruszył również tematy zagrożeń, które czyhają na przyrodę i wytłumaczył, co każdy z nas – nawet najmłodszy – może zrobić, by pomóc zwierzętom i naszej planecie.
Odbyły się dwa warsztaty kreatywnego budowania z klocków Lego: „Małe konstrukcje, wielkie historie” oraz „Od pomysłu do arcydzieła”, prowadzone przez trenerkę robotyki Darię Jendrzejewską. Dzieci miały okazję stworzyć własne unikalne modele i uczynić je bohaterami niesamowitych historii. Na zajęciach rozwijały nie tylko umiejętności budowania, ale przede wszystkim kreatywność i zdolność do snucia narracji. Poznały także podstawy mechaniki, inżynierii i programowania w przystępny i zabawny sposób.
W ramach MGL można było obejrzeć spektakl teatralny Tkaczka chmur zainspirowany książką Katarzyny Jackowskiej-Enemuo o tym samym tytule (wydawnictwo Albus). To opowieść o niezwykłych przygodach dwójki rodzeństwa: Siostrzyczki i Braciszka, o miłości, odwadze, bliskości i zaufaniu – do siebie i do świata, a także o znajdowaniu własnych, najlepszych sposobów na radzenie sobie z tym, co trudne. Baśń w delikatny, obrazowy sposób wprowadza widzów w temat spotkania z tym, co nieuchronne: chorobą, śmiercią i towarzyszącym im trudnym emocjom. Jej autorka wraz Józefem Jackowskim i Mateuszem Szemrajem po pokazie poprowadziła warsztat, w którym za pomocą zabaw, gier i narzędzi zakorzenionych w sztuce opowiadania i teatrze przyglądała się wraz z dziećmi trudnym emocjom i sytuacjom.
Na głównej scenie zestawiliśmy ze sobą dwie książki dla młodego czytelnika, które na różne sposoby dotykają tematu ateizmu i manipulacji poprzez systemy religijne. Chodzi o Lucka, Ludwikę i sprawę Świętego Jogurta (wydawnictwo Agora dla dzieci) debiutującego w roli autora dla dzieci cenionego dramatopisarza Mateusza Pakuły oraz Bajtowe wersety (wydawnictwo Dwie Siostry) wielokrotnie nagradzanego za książki dla dzieci i młodzieży Marcina Szczygielskiego. Spotkanie z autorami poprowadziła Dorota Oczak-Stach. Pytała, dlaczego w swoich nowych książkach dla nastoletnich odbiorców odwołują się do systemów religijnych, pytają o schematy manipulacji i mechanizmy władzy oraz czy narażają się tym na hejt i oskarżenia o świętokradztwo. Dyskutujący zastanawiali się, czy umiemy rozmawiać z dziećmi o religii i ateizmie. – Kościół ma władzę, dzięki której może pozwolić sobie na indoktrynację dzieci zbyt małych, żeby się bronić, które nie mają wykształconych mechanizmów krytycznych, samodzielnego myślenia i tak dalej. Nie jestem pewien, czy wierzący rodzice mają prawo do wychowywania dzieci w wierze – mówił Pakuła. – Potrzebujemy myślenia. Jeśli będziemy bezrozumnie podlegali pewnym zasadom, czy to będą zasady lansowane przez Kościół Katolicki czy rząd takie czy innej opcji, będziemy uwikłani i zniewoleni. Tylko myślenie może nas uwolnić – dodał Szczygielski.
Na głównej scenie zorganizowaliśmy debatę „Wychowanie przez opowieść – o literaturze, która pomaga dorastać”. Z autorami książek dla młodych czytelników: Roksaną Jędrzejewską-Wróbel, Grzegorzem Kasdepkem i Agatą Romaniuk rozmawiała dziennikarka zaangażowania w działania na rzecz dzieci Katarzyna Stoparczyk. – Mamy skłonność do deprecjonowania tego, co jest przeznaczone dla dzieci. Dziękujemy, że rozmowa o literaturze dziecięcej jest obecna na dużej scenie tak ważnego festiwalu literackiego – powiedziała. Rozmówcy zgodzili się, że w czasach, w których młody człowiek w procesie dorastania potrzebuje ogromnego wsparcia, z pomocą może przyjść literatura. Dobre, mądre, pięknie wydane, interesujące w swojej narracji książki mają szansę stać się przyjacielem, który każdego dnia, bez względu na porę, będzie pod ręką. Podkreślali, jak ważne jest to, aby w młodym człowieku rozbudzać zainteresowanie czytaniem – ale i to, by wkładać w jego dłonie książki wartościowe. – Uczmy dzięki książkom krytycznego myślenia. Czytajmy razem z dziećmi, rozmawiajmy! – apelowała Roksana Jędrzejewska-Wróbel.
W ramach pasma sztuk wizualnych zaprezentowaliśmy rozległą, niejednorodną i interdyscyplinarną wystawę Po deszczu. To projekt artystyczny zainicjowany przez Jagę Hupało zapraszający do refleksji nad otaczającym nas światem w kontekście zarówno osobistym, jak i globalnym. Po deszczu to artystyczna podróż przez emocje, wspomnienia i siły natury. Rozsiana po różnych lokalizacjach Dolnego Śląska ekspozycja połączyła sztukę z kontekstem lokalnym. Prace kilkudziesięciu artystów i artystek ukazały dwoistość doświadczeń: od traumy i bezradności po radość, kontemplację i uzdrowienie.
Łącząc różne formy ekspresji, kuratorka Anna Klimczak zaprosiła do zastanowienia nad naszym miejscem w świecie, odpowiedzialnością za otoczenie, znaczeniem wody w kontekście twórczości i potrzebą harmonii z żywiołami. Wystawa Po deszczu stała się opowieścią o kruchości i sile, o destrukcji i odnowie — o tym, co zostaje po deszczu.
Na wystawie zostały zaprezentowane prace takich artystów jak: Karolina Bielawska, Bożenna Biskupska, Borg Borkowski, Agnieszka Brzeżańska, Piotr Butkiewicz, Ewa Ciepielewska, Joanna Concejo, Maciej Czuchryta, Pola Dwurnik, Tomáš Džadoň, Daniel Fedorczuk, Zuzanna Gocławska, Antoni Grabowski, Małgorzata Grygierczyk, Małgorzata Gurowska, Jaga Hupało, Anna Hupało-Sikorska, Mateusz Jarmulski, Edka Jarząb, Agnieszka Kalinowska, Aleksandra Kamińska, Wojtek Kielar, Anna Klimczak, Katarzyna Korus, Jarosław Kozłowski, Piotr Kramnik, Gosia Krawczyk, Wiktor Krokosz, Thomas Lampreht, Krzysztof Maniak, Cecylia Malik, Martha Mulawa, Robert Niziński, Kacper Nowak-Gocławski, Monika Osiecka, Renata Plaga, Natalia Przybysz, Mariusz Przygoda, Magdalena Publicewicz, Sara Rodowicz-Ślusarczyk, Agnieszka Rożnowska, Iza Rutkowska, Zygmunt Rytka, Sefa Sagir, Jadwiga Sawicka, Jan Sikorski, Grażyna Smalej, Katarzyna Sobocka, Jędrzej Sokołowski, Marta Surovy, Joanna Suppan, Tomasz Sysło, Natalia Ślusarska, Tatiana Tokarczuk, Marta Wieczorek, Elżbieta Wojaczyńska, Antonia Wolff, Łukasz Woźniak, Anna Wójcik, Janek Zamoyski, studenci i studentki Polsko-Japońskiej Akademii Technik Komputerowych w Warszawie. Gośćmi i gościnami specjalnymi projektu byli: Agnieszka Szpila, Ewa Satalecka, Marta Godzisz, Edyta Jungowska, Grzegorz Sierzputowski, Ula Milewska, Ewa Porębska, Karolina Radziejowska, Michał Suchora i Adam Schmidt.
W przestrzeniach Zamku Sarny na Dolnym Śląsku oraz w dawnym kościele w Ludwikowicach Kłodzkich zagościły prace odnoszące się do tego, co widzimy i odczuwamy po deszczu. Artyści przyglądali się dualistycznej opowieści o emocjach i kontekstach. Woda symbolizuje odnowę i oczyszczenie, ale może też być zwiastunem zniszczenia i katastrof.
Pierwsza część wystawy została skoncentrowana wokół dramatycznych doświadczeń regionu Dolnego Śląska z okresu powodzi. Odnosi się do bezradności i wyczerpania. Prace takich artystów jak Agnieszka Kalinowska, Jarosław Kozłowski, Tomáš Džadoň, Bożena Biskupska czy duet artystyczny: Maciej Czuchryta i Marta Wieczorek sprowadzają nas do poziomu trudnych refleksji. Czym jest nieobliczalność żywiołów i ściąganie na siebie ekstremów, które przeczuwamy, ale którym nie chcemy dać wiary? Aby zapobiec odczuwaniu nadchodzących zmian, stosujemy zasłony (cykl prac Jarosława Kozłowskiego), wydobywamy mity (projekt VR Maciej Czuchryta i Marta Wieczorek) i zaprzeczamy rzeczywistości. Równocześnie borykamy się z traumami (instalacja site-specific Agnieszki Kalinowskiej).
Druga ścieżka wystawy pokazała pozytywne aspekty naturalnych zjawisk przyrodniczych. W tej części przyglądaliśmy się emocjom takim jak radość i ekscytacja. Kontemplujemy naturę, jej dźwięki i zapachy. Prace Ewy Ciepielewskiej, eksperymenty Małgorzaty Gurowskiej czy poezje wizualne Agnieszki Brzeżańskiej czerpią inspiracje ze świata przyrody. Doświadczenia konceptualne Krzysztofa Maniaka lub szkicownik fotograficzny Jędrzeja Sokołowskiego pozwalają zmienić punkt widzenia i oswoić mikroświat roślin.
Wystawa objęła równolegle działania performatywne Cecylii Malik, Grażyny Smalej i Małgorzaty Grygierczyk, czyli kolektywu artystycznego Siostry Rzeki, Jagi Hupało i Antonii Wolff czy Edki Jarząb i Joanny Suppan. Spotkania z artystkami zaprosiły odbiorców do medytacji wokół ekosystemów. Członkinie kolektywu Siostry Rzeki poprowadziły także warsztaty artystyczne.
Na wystawie zostały zaprezentowane też wielkoformatowe obrazy Poli Dwurnik, które poruszają temat uchodźctwa oraz bolesnych relacji ludzi i zwierząt. Te dotkliwe problemy współczesności wpisały się w pasmo sztuki za pośrednictwem manifestu Agnieszki Szpili. Pisarka otwiera dyskusję na temat kondycji świata w oczekiwaniu na „deszcz prawdy”.
Zobaczyliśmy także fotografie, rysunki i instalacje wchodzące w dialog z przestrzenią i historią. Przykładem pracy rejestrującej efekty interakcji w ekosferze była instalacja Sefy Sagira i Anny Klimczak stworzona we współpracy z fizykiem Wiktorem Krokoszem i performerką Joanną Suppan.
Ciemne pomieszczenia lochów Zamku Sarny rozbudziły do życia projekty multimedialne młodych studentów-artystów z Polsko-Japońskiej Akademii Technik Komputerowych w Warszawie. Schodząc do piwnic, symbolicznie zanurzaliśmy się w podwodnym świecie. Przestrzenie podziemne zapraszały do interakcji, ale były także miejscem, gdzie festiwalowicze mogli odpocząć wśród dźwięków i efektów wizualnych. Wciągające interaktywne doświadczenie zaprojektował artysta z obszaru nowych technologii, muzyk i performer Sefa Sagir. Do immersyjnych przestrzeni zaprosił między innymiZuzannę Gocławską, Mateusza Jarmulskiego, Natalię Ślusarską oraz studentów i studentki Wydziału Sztuki Nowych Mediów z PJATK.
Przystankami na trasie Po deszczu były także: Ateliere A1 w Kłodzku, Art Space w Nowej Rudzie, Kinoteatr Zdrowie w Sokołowsku, Ostoja Sztuki w Opolnicy.
W ramach projektu artystycznego odbyły się również oprowadzania po wystawie, performanse, spotkania z artystami, debaty, pokazy filmów artystycznych Filmowy Brzask, a także spotkanie z Izą Rutkowską z Ośrodka Rehabilitacji Jeży na temat ratowania tych małych ssaków.
Od kilku lat koncerty zamykają każdy dzień Festiwalu Góry Literatury. Było ich dziewięć, muzyka rozbrzmiała w plenerowej przestrzeni Zamku Sarny, a także we wnętrzach Miejskiego Ośrodka Kultury w Nowej Rudzie, Kinoteatru Zbyszek w Dzierżoniowie, Centrum Kultury Gminy Nowa Ruda w Ludwikowicach Kłodzkich oraz Centrum Nauki, Kultury i Sztuki Stara Kopalnia w Wałbrzychu.
Pasmo muzyczne otworzył koncert Tria Możdżer Danielsson Fresco, którego znakiem firmowym jest melodyjne i przestrzenne brzmienie i zręczne balansowanie pomiędzy zawiłą jazzową wirtuozerią a komunikatywnością prostej, wzruszającej melodyki.
Wystąpiła Kaśka Sochacka, tegoroczna dwukrotna laureatka Fryderyków – w kategorii „album roku pop” za album Ta druga i w kategorii „singiel roku” pop za Szum.
Zagrał i zaśpiewał jeden z najpopularniejszych obecnie w Polsce wykonawców, czyli ZALEWSKI, prezentując w znacznej części utwory z ostatniego autorskiego albumu ZGŁOWY.
RGG w składzie: Łukasz Ojdana, Maciej Garbowski i Krzysztof Gradziuk, jeden z najważniejszych polskich zespołów jazzowych w formule klasycznego tria fortepianowego wystąpili wraz z aktorem Robertem Więckiewiczem. Zaprezentowali Planet Lem: program oparty na prozie Stanisława Lema, muzyczno-literacki spektakl, który wykracza poza ramy tradycyjnych koncertów.
Artur Andrus zaoferował pełen dowcipu występ. Towarzyszył mu zespół w składzie: Wojciech Stec – fortepian, gitara;, Łukasz Poprawski – saksofony, klarnet, Łukasz Borowiecki – kontrabas, akordeon i Paweł Żejmo – perkusja.
Zespół Reprezentacyjny, który niedawno świętował 40-lecie rozpoczęcia działalności, zagrał w składzie: Jarosław Gugała, Filip Łobodziński, Marek Wojtczak, Adam Lewandowski i Piotr Stawski.
Usłyszeliśmy niedawno powstałe trio muzyczne Łona x Konieczny x Krupa. To kooperacja legendarnego szczecińskiego rapera z muzykami ze składu Siema Ziemia. Rozbujali publiczność, wykonując utwory z płyty TAXI.
Zagrała legenda polskiego punka, z autorem tomików poetyckich i laureatem Paszportu „Polityki” na czele, czyli Pidżama Porno z Krzysztofem „Grabażem” Grabowskim.
Czterdzieści lat po ukazaniu się legendarnej płyty I Ching jej twórcy, Zbigniew Hołdys i Wojciech Waglewski, spotykali się ponownie na scenie z inicjatywy Karima Martusewicza – basisty zespołu Voo Voo, kompozytora i pedagoga muzycznego. Podczas koncertu zamykającego FGL2025 usłyszeliśmy również nawiązania do solowej twórczości artystów.
W program naszego Festiwalu włączyliśmy również przedsięwzięcia teatralne.
Po raz kolejny udało nam się zorganizować teatrowi amatorskiemu debiut w zawodowym teatrze: na scenie Teatru Dramatycznego im. Jerzego Szaniawskiego w Wałbrzychu wystąpił Teatr Muzyczny na Fabrycznej z Ludwikowic Kłodzkich. Artyści zaprezentowali musical z piosenkami grupy QUEEN Epoka rocka.
W ramach wydarzeń towarzyszących Teatr Dramatyczny im. Jerzego Szaniawskiego w Wałbrzychu zaproponował koncert piosenek żołnierskich i patriotycznych Zwycięstwo z okazji 80-lecia zakończenia II wojny światowej i włączenia miasta Wałbrzych w granice Polski.
Podążamy za fundamentalnymi wartościami wpisanymi w statut Fundacji Olgi Tokarczuk nie tylko podczas debat i warsztatów, ale też przy samej organizacji Festiwalu Góry Literatury. Zwracamy uwagę na rozszerzanie i pogłębianie świadomości społecznej w zakresie ochrony środowiska, działania na rzecz praw zwierząt oraz propagowanie nowoczesnych technologii zmierzających do ochrony środowiska. Staramy się wybierać i propagować proekologiczne rozwiązania.
Aby ograniczyć ślad węglowy i ułatwić poruszanie się po festiwalowych lokalizacjach, organizujemy i rekomendujemy uczestnikom i uczestniczkom bezpłatny transport zbiorowy, kursujący do najbardziej obleganych miejsc festiwalowych. Zachęcamy również do korzystania z pociągów oraz z komunikacji miejskiej pomiędzy poszczególnymi miastami.
Staramy się ograniczyć produkcję śmieci. Nie drukujemy biletów wstępu i nie wymagamy tego od uczestników. Nie używamy wyrobów z plastiku, przygotowujemy kartonowe identyfikatory, stosujemy także papierowe torebki czy teczki na dokumenty.
W festiwalowych miejscach działał też sklepik, gdzie można było zakupić tegoroczne gadżety w większości wyprodukowane z materiałów pozyskanych z recyklingu. Były wśród nich koszulki z organicznej bawełny z grafiką zaprojektowaną przez Ewę Mańkowską, torby, notesy, wielorazowe butelki czy parasolki. Wybrane przedmioty wręczaliśmy też naszym gościom w pakietach powitalnych, wzbogaconych także o miody pochodzące z lokalnej pasieki z Krajanowa.
Na terenie gastronomicznym Festiwalu, a także we własnych cateringach nie serwujemy mięsa, proponujemy dania wegetariańskie i wegańskie. Staramy się korzystać z produktów lokalnych i sezonowych.
Organizacja przedsięwzięcia o tak dużym zasięgu i silnie rezonującego społecznie, nie byłaby możliwa bez wsparcia i zaangażowania naszych partnerów i sponsorów. Było ich w tym roku przeszło 70.
Mecenat nad Festiwalem Góry Literatury objęło w tym roku Miasto Wrocław – Miasto Literatury UNESCO.
Festiwal zorganizowaliśmy wspólnie z następującymi samorządami: miasto Nowa Ruda, gmina wiejska Nowa Ruda, miasto Wałbrzych, miasto Kłodzko, miasto Dzierżoniów, miasto Lublin, województwo Dolny Śląsk, powiat kłodzki, Aglomeracja Wrocławska, a także działającymi w tych miejscach instytucjami: Wrocławskim Domem Literatury, Starą Kopalnią Centrum Nauki i Sztuki w Wałbrzychu, Dzierżoniowskim Ośrodkiem Kultury, Miejskim Ośrodkiem Kultury w Nowej Rudzie, Kłodzkim Ośrodkiem Kultury, Centrum Kultury Gminy Nowa Ruda w Ludwikowicach Kłodzkich, Miejską Biblioteką Publiczną w Nowej Rudzie, Powiatową i Miejską Biblioteką Publiczną „Biblioteka pod Atlantami” w Wałbrzychu, Teatrem Dramatycznym im. Jerzego Szaniawskiego w Wałbrzychu, Wałbrzyską Galerią Sztuki BWA, Wrocławskim Centrum Rozwoju Społecznego, Centrum Aktywności Lokalnej w Kłodzku, Zespołem Placówek Kultury w Żmigrodzie. Wsparcia udzielił nam także Wojewoda Dolnośląski.
Festiwalu Góry Literatury partnerowali w tym roku również: Firma ZPAS, Fundacja Voelkel, Europejska Stolica Kultury Lublin 2029, Port Lotniczy Wrocław, SWPS Uniwersytet Humanistycznospołeczny, Digital Technology Poland, Fundacja im. Heinricha Bölla, Narodowe Centrum Kultury, Narodowy Program Rozwoju Czytelnictwa 2.0, Wydawnictwo Literackie, Synagoga Ruitka w Dzierżoniowie – Fundacja Beiteinu Chaj, Wydawnictwo Agora, Wydawnictwo Agora dla dzieci, Wydawnictwo Znak, Wydawnictwo Warstwy, Wydawnictwo Marginesy, Wydawnictwo Czarne, Wydawnictwo EMG, Firma Merida, Firma Macma, Firma Easy Gifts, Firma Smile Bus Gorczyca, Firma TigerBus, Firma Kaizen Rent, Ewa i Krzysztof Foltowie, Zamek Sarny, Centrum Łąkowa 1, Akademickie Centrum Badań. Ex-centrum Olgi Tokarczuk, Akcja Tour de Konstytucja, Fundacja Aktywna Demokracja, STOLOVELASY Stowarzyszenie Proaktywnych Mieszkańców i Miłośników Gminy Radków, Fundacja Pałac Jedlinka, Rozczytana Aglomeracja, Notatnik Teatralny, Notatnik Literacki, Księgarnia Tajne Komplety.
Partnerami pasma sztuki w ramach FGL2025 byli Polsko-Japońska Akademia Technik Komputerowych, Wydział Sztuki Nowych Mediów PJATK, Centrum Kształcenia Podyplomowego PJATK, Ostoja Sztuki Jaga Hupało, Jaga Hupało Born To Create, KRUPA Art. Foundation, BWA Warszawa, Sokołowsko.org/ Fundacja InSitu, Państwowa Wyższa Szkoła Filmowa, Telewizyjna i Teatralna im. Leona Schillera w Łodzi, Vnlab – Laboratorium Narracji Wizualnych, Wydawnictwo Rebis, Columbus Arte, Druk24.pl. Patronatem medialnym pasmo sztuki objęły magazyn „Elle Decoration” oraz „La Vie Magazine”.
Pasma Małe Góry Literatury oraz Latający Uniwersytet Ludowy otrzymały wsparcie od Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. MGL dofinansowano ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach programu Edukacja kulturalna 2025, natomiast LUL dofinansowano ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach programu Kultura dostępna 2025.
Pasmo czeskie „Literatura bez granic” było dotowane z Programu Interreg Czechy–Polska dofinansowanego przez Unię Europejską.


































































